czwartek, 25 maja 2017

Julie&Julia

Julie&Julia

Próbuję, nieustannie, znaleźć jakąś zależność między tym, jak bardzo nie umiem gotować a tym, jak bardzo uwielbiam oglądać seriale i filmy kulinarne. Jak do tej pory na nic mądrego nie wpadłam, więc chyba po prostu się do tego przyzwyczaję. Patrzenie na jedzenie jest fajne, jedzenie go również, ale gotowanie – może kiedyś coś jeszcze ze mnie wyrośnie. Jakaś kucharka albo MasterChef. Zobaczy się.

Tymczasem z braku laku obejrzałam Julie&Julia bo dużo o nim słyszałam, bo Netflix podpowiadał, że dobre to jest, no to pomyślałam: czemu nie. Dwie godzinki  minęły szybko, ja tak w trakcie oglądania przynajmniej ze sto razy poczułam się głodna, bardzo głodna i super bardzo głodna, a koniec końców wszamałam pół paczki czipsów (bardzo dobrych). To chyba tyle, jeśli idzie o zdrowe odżywianie się.

Historia opowiedziana w Julie&Julia jest bardzo przyjemna. Oto bowiem młoda sekretarka, Julie Powell, decyduje się podjąć pewne wyzwanie – w ciągu roku zrobi przygotuje wszystkie dania z książki kucharskiej swojej idolki, Julie Child. Dodatkowo, by czuć nad sobą jakąś presję albo mobilizację (jak kto woli), swoje poczynania będzie publikowała na swoim, założonym specjalnie na tą okazję, blogu.

Żeby poczuć, jak fajny to jest film, musicie go obejrzeć sami, bo choćbym chciała, nie uda mi się wszystkiego tu przekazać bądź wszystkich myśli ubrać w słowa tak, byście mogli czuć się zachęceni. Co prawda szalonej akcji tu nie znajdziecie, tak samo jak kosmicznie niespodziewanych zwrotów akcji. Historia opowiadana jest bowiem z dwóch perspektyw – podglądamy jednocześnie samą ikonę, Julie Child, która jako jedyna kobieta uczęszcza na lekcje gotowania (jeśli tak to nazwać), bo to przecież czas kiedy mężczyźni wiodą prym w niemal każdej dziedzinie życia, a kobiety jedynie u ich boku „wyglądają”, ale przyglądamy się też poczynaniom Julie Powell, która wymyśliła sobie niemożliwe. Jak bowiem pogodzić pracę sekretarki z gotowaniem jednego, albo i nawet dwóch dań dziennie?

Historia, choć niezbyt skomplikowana, wielokrotnie doprowadza do śmiechu. Bohaterkom z całego serca się kibicuje, śledzi ich poczynania, jednocześnie jednak powinno się mieć przy sobie coś do jedzenia, by nie umrzeć z głodu. Ale coś zdrowszego od czipsów, tak mi się wydaje.

Nie wiem czemu, ale bardzo denerwowała mnie w tym filmie sama Meryl Streep. Choć może nie do końca ona jako postać albo aktorka, ale jej sposób wysławiania się… Ilekroć otwierała usta, wydawała ten dziwny jęk aka głos, myślałam, że coś mnie trafi. Domyślam się, że o to właśnie chodziło w tej postaci bo przyznaję, że to wszystko tam się trzyma kupy. Zachowania bohaterek, to, co mówią, jak się zachowują… Ale serio akcent, to manewrowanie głosem, no ja nie wiem, ale nie byłam w stanie tego znieść i zdarzyło mi się, przyznaję bez bicia, gdy pani Streep miała większą partię tekstu, zwyczajnie przesunąć czas o kilka sekund.  Znaczy wiecie, kojarzę jej głos z innych filmów, które oglądałam, i naprawdę wierzę, że ten głos to cecha charakterystyczna tej postaci.

Bo tak naprawdę znów nie mam się do czego przyczepić. I znów – mogę polecić, jeśli jeszcze jak ja, nie oglądaliście do tej pory.

Co do tego, że wszystko mi się podoba – jak czytam książkę i jest nudna, albo jak oglądam film, który mnie nuży, to po prostu go wyłączam/odkładam na półkę i o tym nie piszę. No bo po co? ;)


środa, 24 maja 2017

Nagroda Literacka Miasta Warszawy, laureaci

Nagroda Literacka Miasta Warszawy, laureaci


Jakiś czas temu pisałam o, tu, o Nagrodzie Literackiej miasta Warszawy. Podawałam wówczas laureatów nominowanych do zdobycia tej nagrody. Ale od tego czasu minęło ponad dwa miesiące, wobec czego czas trochę zaktualizować informacje ;) 

Laureatami dziesiątej edycji Nagrody Literackiej miasta Warszawy zostali Stanisław Aleksander Nowa, Jerzy Kronhold, Grzegorz Piątek, Marcin Szczygielski i Magda Wosik. Specjalne wyróżnienie – tytuł Warszawskiego Twórcy otrzymała Hanna Krall. 

Specjalne wyróżnienie otrzymała w 10. edycji Nagrody – Hanna Krall, którą uhonorowano tytułem Warszawskiego Twórcy. Znana jest przede wszystkim jako autorka niezwykłego wywiadu z Markiem Edelmanem – reportażu „Zdążyć przed Panem Bogiem”, który ukazał się po raz pierwszy w 1977 roku. Krall ma na koncie wiele tekstów, które na stałe weszły do kanonu literatury faktu, m.in.: „Tam nie ma już żadnej rzeki” (nominowana do Nagrody Literackiej Nike w 1999 roku), „Wyjątkowo długa linia” (nominowana do Nagrody Literackiej Nike w 2005 roku) i „Król Kier znów na wylocie” (nominowana do Literackiej Nagrody Środkowoeuropejskiej Angelus w 2007 roku, uznana za Książkę Roku 2006). W tym roku wydany został „Fantom bólu”, będący zbiorem wszystkich reportaży Krall, związanych z Holocaustem, dotykających problemu historii i pamięci. To pierwsza tego typu publikacja w dorobku autorki.

Książka wyróżniona Nagrodą Literacką m.st. Warszawy w kategorii proza to „Galicyanie”, debiut Stanisława Aleksandra Nowaka. Powieść o losach mieszkańców Zaborowa, galicyjskiej wioski spod Rzeszowa. Na uwagę i uznanie zasługuje wierność realiom XIX wieku, ale przede wszystkim język, który sam autor nazywa „językiem galicyjskim”. Tworząc go na podstawie źródłowych zapisów, Nowak opracował słownik składający się z 13 tysięcy haseł. Pisarz pracował nad swym dziełem osiem lat. Nominowanymi w kategorii proza były również Brygida Helbig za książkę „Inna od siebie” i Aneta Prymaka-Oniszk za „Bieżeństwo 1915. Zapomniani uchodźcy”.

W kategorii poezja zwycięzcą został Jerzy Kronhold za tom „Skok w dal”. Autor jest nie tylko wybitnym poetą, współtwórcą nurtu Nowej Fali, ale również dyplomatą i działaczem kultury. Debiutował tomem „Samopalenie” w 1972 roku. Nagrodzony „Skok w dal” zawiera 44 wiersze, będące retrospekcją lat studenckich. Utwory są również zapisem osobistych przeżyć poety po stracie żony. Adrian Sinkowski, autor tomu „Raptularz” oraz Dariusz Suska, autor tomu „Ściszone nagle życie” to pozostali nominowani do Nagrody twórcy.

Docenieni zostali również pisarze literatury dziecięcej. „Klątwa dziewiątych urodzin” to książka Marcina Szczygielskiego z ilustracjami Magdy Wosik. Opowiada o Mai, która musi zrzucić z siebie klątwę przed dniem swoich dziewiątych urodzin. Pomoże jej w tym odnalezienie przywiezionej ze Szczecina cegły, wykorzystanej przy odbudowie Warszawy. Przydatne okażą się także rozwiązania zagadek skrywane przez warszawskie legendy. Pozostałe nominacje w tej kategorii to: „Ala ma kota. A Ali?” Jolanty Nowaczyk i Darii Solak oraz „Bajka o tym, jak błędny rycerz nie uratował królewny, a smok przeszedł na wegetarianizm” autorstwa Łukasza Olszackiego i Joli Richter-Magnuszewskiej.

W kategorii edycja warszawska zwycięzcą został Grzegorz Piątek za książkę „Sanator. Kariera Stefana Starzyńskiego”. Publikacja jest precyzyjnym odtworzeniem kariery Stefana Starzyńskiego. Śledząc kolejne fakty z życia ostatniego prezydenta przedwojennej Warszawy, czytelnik odkrywa wielowymiarowy portret Starzyńskiego. Piątek to architekt z wykształcenia, z praktyki – krytyk i historyk architektury oraz kurator wystaw i projektów związanych z architekturą. W kategorii edycja warszawska nominowani byli również Łukasz Lubryczyński i Karolina Wanda Gańko za książkę „Dorożkarstwo warszawskie w XIX wieku” oraz Tomasz Mościcki za „Warszawskie sezony teatralne 1944 1949”.

Terminy nadchodzących spotkań z laureatami tegorocznej Nagrody Literackiej m.st. Warszawy:
  • 11.06 o godz. 17, barka Atalanta - klub Sen Nocy Letniej - spotkanie z Grzegorzem Piątkiem, poprowadzi Arkadiusz Gruszczyński
  • 13.06 o godz. 18, Moda na Czytanie - spotkanie z Jerzym Kronholdem, poprowadzi Janusz Drzewucki
  • 24.06 o godz. 11, Targ Śniadaniowy na Żoliborzu - spotkanie z Magdą Wosik, poprowadzi Beata Jewiarz
  • 27.06 o godz. 18, Ogród Powszechny - spotkanie ze Stanisławem Aleksandrem Nowakiem, poprowadzi Krzysztof Masłoń
  • 1.07 o godz. 12, Imieniny Jana Kochanowskiego - spotkanie z Hanną Krall, poprowadzi Anna Romaniuk.


poniedziałek, 22 maja 2017

Księżyc nad Bretanią // Nina George

Księżyc nad Bretanią // Nina George

Nie często mi się zdarza, że zapominam o książkach, które mam przeczytać. Zazwyczaj cierpię na ich niedosyt, wobec czego wszystko co mam czytam i pochłaniam.  Przyznaję się jednak do błędu, nadrabiam i voile la! 

Mówi się, że nigdy nie jest za późno na to, by zacząć od nowa. Liczy się wszak odwaga, której ludziom często brakuje, by uciec od życia, które nie jest takie jakie byśmy chcieli, żeby było. Marianne myślała, że dla niej samej nie ma już nadziei, dlatego też zdecydowała się na ten ostateczny krok – postanowiła skoczyć z paryskiego Pont Neuf.  W splocie mniej lub bardziej nieszczęśliwych wypadków trafia do szpitala, a tam, malowidło narysowane na rustykalnym kaflu sprawia, że powoli odnajduje chęci do życia, a w głowie klaruje pewien plan, który ma nadzieję spełnić.  

Czy udaje jej się go spełnić – musicie dowiedzieć się sami. Sama chciałam jednak w tym miejscu zapewnić, że choć sielsko-anielskie powieści nie są moim konikiem, a w problemy rozwiązywane za pomocą dobrego myślenia raczej mnie od siebie odrzucają, to tak samo jak w wypadku Lawendowego Pokoju czy Księgi snów czuję się najzwyczajniej w świecie oczarowana. Bo książka ani nie zmieniła mojego życia, ani tym bardziej mojego spojrzenia na świat. Życie jest tak samo beznadziejne jak było, a mi jedynie było smutno, że nie ma mnie tam z bohaterką, w tym ciepełku i wśród tych wspaniałych ludzi. 

Bo taki jest Księżyc nad Bretanią – spokojny, ciepły, trzymający w swoich objęciach. Ale nic poza tym. Przyjemna majówkowa lektura, o której zapewne zapomnę, bo takich powstają tysiące. Niemniej na pewno powieść ta znajdzie swoich prawdziwych fanów, których nie ciągnie do ciemnych i mrocznych szwedzkich kryminałów. Jak mnie ;) 

Książka otrzymana dzięki uprzejmości Wydawnictwa Otwartego.


Obserwatorzy