piątek, 30 maja 2014

Bezcenny // Zygmunt Miłoszewski

Bezcenny // Zygmunt Miłoszewski
Pierwszy raz z Zygmuntem Miłoszewskim miałam do czynienia podczas czytania „Domofonu”, którą to książkę dostałam na Mikołaja (co pokazuje, że już wszyscy w domu wiedzą o mojej „fazie” na kryminały, ojć) i która mi się jakoś nie spodobała. Ale później sięgnęłam po „Uwikłanie”, „Ziarno prawdy” i… przepadłam. Jak więc zobaczyłam na półce „Bezcenny” i tą piękną okładkę wiedziałam, że muszę spróbować.    

   Na pewno „Bezcenny” różni się od pozostałych książek, które miałam okazje czytać, bo to nie jest już taki typowy kryminał, gdyż jego akcja zaczyna się w roku 1945, a finał ma w teraźniejszości. Głównym celem książki jest rozwikłanie tajemnicy XX wieku, a mianowicie – odnalezienie obrazu Młodzieńca, jak to nazwali obraz Rafaela Santi „Portret Młodzieńca”.  Główną bohaterką jest Zofia Lorentz, historyk sztuki i urzędniczka Ministerstwa Spraw Zagranicznych, która zajmuje się sprowadzaniem zaginionych dzieł do Polski. W końcu dostaje wezwanie od samego premiera, który to angażuje ją w ściśle tajną akcję przywrócenia dzieła Młodzieńca do ojczystego kraju. (I pan premier na pewno nie ma na myśli legalnego sposobu odnalezienia namierzonego ponoć dzieła). Zofii Lorentz towarzyszyć będą: legendarna szwedzka złodziejka, Lisa, młody marszand Karol oraz emerytowany oficer służb specjalnych, Anatol. We czwórkę podejmują się zadania, które – jeśli się im nie powiedzie – będzie ich ostatnim zadaniem, gdyż przecież nikt ich nie obroni.

W książce widzimy dokładne struktury rządzące państwami oraz to, do czego zdolne są tajne służby, byleby tylko chronić dobrego imienia danego kraju.  Bohaterowie wiedzieli, że jeżeli podwinie się im noga, nikt z Polski się za nimi nie wstawi i będą skazani tylko i wyłącznie na siebie. Ale przecież każdy z nich jest wykształcony, nawet Lisa specjalnie na tę okoliczność zostaje wypuszczona z więzienia, więc wszyscy są dobrej myśli.

Tradycyjnie jednak wszystko idzie nie tak: prosta akcja przeradza się w akcję, z której ledwo uszli z życiem. Od tej pory muszą się ukrywać, ażeby tego życia nie stracić. Każdy ich krok jest infiltrowany,  nigdzie nie mogą czuć się bezpiecznie: czy to za granicą, czy w Polsce, cały czas ktoś na nich czyha, chcąc się ich pozbyć. Ale jaka kryje się w tym tajemnica? Czy pomimo siedemdziesięciu lat od kradzieży obrazu, nic się nie zmieniło? Kto usilnie dąży do tego, aby prawda nigdy nie wyszła na jaw?

W porównaniu z poprzednimi książkami pana Zygmunta, rzeczywiście można odczuć pewien niesmak związany już nie z tak wartką akcją, która kiedyś pędziła, a tu powoli sobie szła. Ile ludzi tyle opinii, ja jednak jestem zdania iż na taki natłok informacji, którymi dzielą się z nami bohaterowie, ażeby człowiek się nie pogubił, wszystko jest w jak najlepszym porządku. Po przeczytaniu tej książki w końcu postanowiłam iż sięgnę po „Inferno” Dana Browna, które do tej pory było dla mnie jakoś odległe tematycznie. Po niewymownym sukcesie „Bezcennego” jestem pewna, że i „Inferno mi się spodoba”. A, rzecz jasna, Bezcennego polecam każdemu :) 

piątek, 16 maja 2014

"Pulpecja" Małgorzata Musierowicz

"Pulpecja" Małgorzata Musierowicz


„Pulpecja” Małgorzaty Musierowicz jest bodaj dziewiątą częścią znanej niemal wszystkim serii Jeżycjady.  W tym tomie główne skrzypce odgrywa Patrycja Borejko, chlubnie nazywana przez innych Pulpecją. Biedna nasza Patrycja, pomijając fakt bycia nastolatką, która musi się zmagać z miłosnymi perypetiami, biedna będzie podchodzić do matury, o czym dokładnie przypominają jej wszyscy domownicy, mając z niej niesamowity ubaw. A Patrycji wcale nie jest do śmiechu!

Bo przecież życie nastolatki jest trudne. Odpierać niechciane miłości, czy pokazywać swoją niezależność gardząc innymi. A co jeśli nasze serce zaczyna szybciej bić na widok danej osoby? Co wtedy robimy? I przede wszystkim, jak poradzić sobie z nadchodzącym egzaminem dojrzałości, choć w głowie nieco inna tematyka gości i nikczemnie przeważa? Jak żyć i nie zwariować?  Gdy do tego wszystkiego doda się trzy siostry Patrycji, męża Idusi, Marka (wiecznie nieobecnego), niesforne córeczki Gabrysi, tatę filologa i mamę, która stara się trzymać nad tym wszystkim pieczę, człowiek dostaje zawrotu głowy.

I jak w takich warunkach uczyć się do matury?

Przed takimi wyborami staje nasza Patrycja, która koniec końców i tak sobie z wszystkim radzi, a pod koniec książki zaskakuje swoją pomysłowością.

Sensu w opowiadaniu i wychwalaniu książki nie widzę, także powiem, że kto jeszcze Jeżycjady nie czytał, serdecznie polecam. Z doświadczenia innych osób wnioskuję, że nie ma potrzeby czytania książek po kolei, gdyż pani Musierowicz w każdej części nawiązuje do poprzednich, więc człowiek się nie gubi. Ja jednak, jako stała weteranka i ulubienica sięgam po raz kolejny po tą niezwykle urokliwą serię od deski do deski, na co moi bliscy reagują: znowu? 

Ależ są takie książki czy właśnie serie, do których wracać się będzie zawsze…

sobota, 10 maja 2014

"Intymna teoria względności" Janusz L. Wiśniewski

"Intymna teoria względności" Janusz L. Wiśniewski


Jest to zbiór siedemnastu opowiadań, z czego piętnaście, nie licząc O zachwycie nad słowem i Epilogu, ukazały się na łamach miesięcznika PANI.

Nie ma tu co dużo mówić, Janusza L. Wiśniewskiego albo się lubi, albo nie. Swoją przygodę z nim zaczęłam od „S@motności w sieci”, przed kilkoma laty, która wtedy jakoś mi nie podeszła, przemogłam się niedawno. A jak już się przemogłam i znalazłam na półce kilka innych książek, pomyślałam: czemu nie?

Jak dla mnie książeczka króciutka. Opowiadań się nie czyta – je się pochłania. Wraz z językiem, z historiami tak różnych ludzi. Tych, którzy szukają w swoim życiu szczęścia, czy po prostu borykają się z mnożącymi się problemami. Bo tak też się zdarza, bo przecież nasze życie niestety nie jest usłane tylko różami. Ale głównie chyba wybojami i człowiek po prostu musi się do tego faktu, niestety, przyzwyczaić.

Historie są wyjątkowe. W sam raz do przeczytania w jeden wieczór, kiedy skończyło się czytać coś innego, i pragnie się odpoczynku. Niebywałym plusem, który sprawiał, że każdą kartkę pochłaniałam, był po prostu przyswajalny język, który rozumiałam, który do mnie trafiał i który – jak widać – wywarł dobre wrażenie.

Warto również wspomnieć o wtrąceniach na temat fizyki i chemii, w których to dziedzinach, można wywnioskować, autor czuje się jak przysłowiowa ryba w wodzie. Jednak nawet ten mały uszczerbek, mogący niektórych zdenerwować lub powoli zniechęcać, nie zmienia faktu, że jest to niebywale miła lektura, do przeczytania której serdecznie zachęcam. Jeżeli z jakiegoś powodu jednak jesteście uprzedzeni do twórczości Janusza L. Wiśniewskiego, z całym sercem mogę Wam książkę tą polecić. Jeśli jesteście jego fanami, a tego nie czytaliście, tym bardziej Was do tego namawiam…


sobota, 3 maja 2014

"Gej w wielkim mieście" Mikołaj Milcke

"Gej w wielkim mieście" Mikołaj Milcke


Ja to mam szczęście do książek. Chodziłam po Empiku, kiedy w moje dłonie wpadła książka „Chyba strzelę focha”, czyli druga część „Geja…”. Zauroczona tym, co było napisane na okładce gotowa byłam iść już do kasy. Dopiero wtedy moje bystre oko zauważyło, że o nie, nie tym razem. Kilka dni później, korzystając ze Światowego Dnia Książki i Praw Autorskich, zakupiłam sobie więc „Geja…” ale w formie e-booka.

Główny bohater jest homoseksualistą, za kilka dni ma rozpocząć studia na Uniwersytecie Warszawskim. Wyjeżdża z prowincjonalnego miasteczka na wschodzie Polski do wymarzonej stolicy. Opuszcza dom, w którym nigdy nie czuł się szczęśliwy. Wierzy, że teraz rozpocznie nowe życie, zostawiwszy za sobą rodzinne problemy i zaściankowy sposób milczenia. 

Na samym początku warto zaznaczyć, że akcja książki dzieje się przed paroma, niemal dziesięcioma laty, więc niektóre rzeczy, które teraz są dla nas oczywiste, w tamtych czasach dopiero co zakorzeniały się w naszej kulturze. Wszystko było inne, ludzie w większości mieli zaściankowe poglądy, a wszyscy ci, którzy spośród nich się wyróżniali, byli traktowani po macoszemu.

Bezimienny dwudziestolatek kończy szkołę średnią, dostaje się na dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim i przede wszystkim… jest gejem, co sprawia, że jego życie jest inne, niż to jego rówieśników. Dlatego też z wielką chęcią opuszcza miasteczko, gdzie nie czuł się sobą. Była to też może chęć opuszczenia rodziny, która niekoniecznie go akceptowała – sceptyczny ojciec, z którym nie miał dobrych kontaktów, młodszy brat wymykający się spod kontroli oraz matka, niereagująca na to, co dzieje się w rodzinie.

Wyprawa do Warszawy jest więc dla niego swoistym nowym początkiem, początkiem jego nowego życia. I na tym by się mogło skończyć, jeśli nie chciałabym mówić niczego, co obraziłoby Dwudziestolatka. Ale na tym nie skończę. Ma fajne mieszkanie, studiuje fajny kierunek, poznaje dużo fajnych ludzi, którzy go akceptują takim, jakim jest. Dwudziestolatek po prostu zachłystuje się tym samodzielnym, dorosłym życiem. Poznaje nowych ludzi. Odkrywa sam siebie, swoją orientację, ludzi takich jak on. I to jest dobre, bez wątpienia. Bo każdy z nas powinien w końcu samego siebie odnaleźć, wejść „w głąb” siebie, poznać to, co go kręci, co go podnieca, co wywołuje uśmiech i sprawia, że ma radość do życia.   Wiem również, że Bezimienny jest młody, że on siebie dopiero szuka, popełnia błędy, bo młodość jest właśnie od popełniania błędów i nauki na nich, ale… serio?

Bezimienny jest słodki w swojej naiwności. Myśli, że świat jest piękny. Wszystko jest bezpieczne, a ludzie są dla siebie mili. Nie, nie są. Zło czyha za każdym rogiem. Musimy non stop mieć otwarte oczy. A Bezimienny? Najpierw Wiktor – ale to możemy zaakceptować. Ale wyjazd do innego miasta, by poznać kogoś, kogo się nie zna… To jest szczyt naiwności i kompletnego braku wyobraźni. To jedyne, co mogę Bezimiennemu zarzucić.

Bo prawda jest taka, że ta książka jest nie tylko o orientalności głównego bohatera. Książka opowiada o młodych ludziach, którzy wkraczając w dorosłe życie, poznają jego wady i zalety. Wpadają  w pułapki, by później się z nich uratować. Poznają niewłaściwych ludzi, by później tego pożałować. Wplątują się w dziwne i niebezpieczne sytuacje, by poznać grozę życia. Od tego jest młodość. Bezimienny i jego przyjaciele poznają życie, poznają siebie, poznają to, jacy są inni. O czym jest więc książka? O życiu, o młodości… I każdemu, kto nie jest uprzedzony do homoseksualizmu, polecam z całego serca :)


Jak tam mija Wam przedostatni dzień weekendu? U mnie pada deszcz, aż nic się człowiekowi nie chce robić..

Obserwatorzy