środa, 29 października 2014

„Niezbędnik Obserwatorów Gwiazd” Matthew Quick

„Niezbędnik Obserwatorów Gwiazd” Matthew Quick
woblink.com
„Pewnego dnia nadarzy się twoja szansa. Pomyśl o Harrym Potterze. Jego życie jest koszmarne, ale pewnego dnia dostaje list, wsiada do pociągu i wszystko się u niego odmienia. Staje się lepsze. Magiczne.
- To tylko fikcja.
- Tak jak my. My też jesteśmy fikcją.”

„Niezbędnik Obserwatorów Gwiazd”  jest drugą książką Matthewa Quick’a, po którą sięgnęłam. Pierwsza z nich, „Poradnik pozytywnego myślenia” nie wywarł na mnie jakiegoś wielkiego wrażenia, nie mogę jednak powiedzieć, że mi się nie podobał, bo gdyby tak było, z pewnością na drugą książkę bym się nie zdecydowała. No ale Targi, no ale taka piękna okładka, no bo wszyscy mówią, że fajna. No to chciałam się przekonać na własnej skórze.

Z przyjaźnią jest różnie. Możemy udawać sami przed sobą, że wcale nam to nie jest potrzebne, że to kolejna banialuka, kolejny problem, kolejna osoba, o którą trzeba się troszczyć, o której trzeba pamiętać, a która swoimi zachowaniami (zbyt) często nas denerwuje. Można udawać, że jest się ponad to, że lepiej nam samemu, przecież przez X lat dawaliśmy sobie radę, więc przez kolejne będzie tak samo. Następuje kiedyś jednak taki moment, w którym potrzebujemy pomocy kogoś bliskiego. Wyciągamy ku niemu dłoń, cicho błagamy o pomoc – ta nie nadchodzi. Czemu? Bo jesteśmy sami jak palec. Bo skoro radziliśmy sobie wczoraj, to czemu nie dzisiaj?

„Może obaj gramy pewne role, żeby jakoś przetrwać?” 

„Niezbędnik obserwatorów gwiazd” pokazuje, że nikt nie jest doskonały. Życie nie jest usłane różami, jest walką. Z samym sobą, by godnie przeżyć ten dzień, z ludźmi, którym wydaje się, że są najlepsi. Pokazuje również, że mimo tragedii, które niestety się zdarzają, można dalej żyć. Każdy z ludzi przyjmuje inną obronną pozę. Jedni zamykają się w sobie, mało mówią, żyją jakby obok, są trochę nieobecni, jednak mają swoje małe szczęścia, małe sukcesy, małe zwycięstwa (Finley). Inni przybierają jakieś role, w których czują się dobrze. Nie udają – grają. Siebie, kogoś innego – ale próbują. Budują wokół siebie mur, nie dopuszczając do siebie nikogo. To jest bezpieczna pozycja, bo nikt nie może cię skrzywdzić (Numer 21).  Czy przyjaźń, wobec tych wszystkich faktów, między tym cichym Finleyem i Numerem 21 jest możliwa?

Czy nie przeszkodzi, ta przyjaźń, niesamowitej pasji? Na to pytanie, jeżeli kogokolwiek udało mi się zainteresować – odpowiedzcie sami, poprzez lekturę właśnie tej książki. Niby jest zaszufladkowana jako powieść młodzieżowa, jednak ja polecam z całego serca każdemu, kto chce zarazić się troszkę tym optymizmem, którego w tych czasach i jeszcze dodatkowo w tej beznadziejnej pogodzie – nigdy za wiele.

Jak najbardziej polecam. 

piątek, 24 października 2014

# 18 Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie

# 18 Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie

Cóż to się wczoraj działo! Pogoda, nie będę kląć, bo to nie wypada, ale powiem, że beznadziejna, jakby na złość. Hala Expo, Bóg wie gdzie, błądziłam półtorej godziny autobusami, a jak to w końcu wyszłam z autobusu podobno tam, skąd "już niedaleko", dopadła do mnie starsza Pani z zapytaniem, czy ja wiem, gdzie ów hala się znajduje. Nie wiedziałam, tak samo jak kolejna kobieta, która do nas doszła. Dopiero inna nam Pani pomogła i doprowadziła. Jednak doszłam tam w takim wielkim i przerażającym stanie zamrożenia, iż z powrotem zdecydowałam się na przejazd specjalnie podstawionym autobusem Expo, który to odjeżdżał spod samych drzwi i jechał na ulicę Pawią, czyli do Centrum.

Rzeczywiście, w porównaniu z zeszłoroczną halą, na której odbywały się Targi, tegoroczna Hala Expo jest wprost nieziemsko wielka. Oczywiście, tłumy były, niczego innego się nie spodziewałam, ale była o wiele większa swoboda w przeciskaniu się między poszczególnymi stanowiskami, a plany Targów, nie służyły do wachlowania się, od nadmiernego skwaru, tylko do tego, by szukać. Choć i z tym miałam problem. Bo moja ogólna orientacja w terenie jest zerowa, także... :-)

Wiele wydawnictw proponowało obniżki. Na stanowisku Novae Res wszystkie wyłożone książki kosztowały tylko 20 złotych, wobec czego nabyłam tam „Ostatnią Spowiedź” Niny Reichter, na którą czaiłam się od dłuższego czasu, ale jakoś nigdy nie miałam okazji co do jej nabycia. „Niezbędnik Obserwatorów Gwiazd” na stanowisku Wydawnictwa Otwartego również kupiłam w cenie rabatowej, bo o ile na okładce cena wynosi chyba 36 złotych, tak zakupiłam ją za 25. Największym zaskoczeniem dla mnie był zakup „Listu” Richarda Paula Evansa, bo dopiero w domu zobaczyłam, że jej premiera w Polsce przewidziana jest na 5.11 a ja mam ją już na swojej półce. Ją również kupiłam za 25 złotych (czy jakoś tak), a jej cena była o dyszkę droższa.

Nie mogłam również przejść obok tak pięknej torby, którą zakupiłam na stanowisku Wydawnictwa Marginesy. Spośród wielu, naprawdę wielu wzorów i kolorów, udało mi się wybrać jedną, choć wybór był strasznie trudny, co zauważyła miła Pani tam sprzedająca. Oprócz tego, dzięki Koleżance, która podzieliła się ze mną swoimi kuponami, zakupiłam w serwisie woblink.com książkę „Klasa” Dominika W. Rettingera, która (przyznaję się bez bicia) zauroczyła mnie okładką. Jednak, od momentu pojawienia się książek pana Zygmunta Miłoszewskiego, przekonałam się do takiego typu książek, a tej promocji po prostu nie mogłam nie wykorzystać.

Co do wejściówki, którą udało mi się zdobyć, trochę inaczej ją sobie wyobrażałam. Jednak wczoraj, z wydrukowanym e-mailem, który dostałam na prywatną skrzynkę e-mailową, podeszłam do kasy branżowej, gdzie miła Pani dała mi kartkę, na której musiałam uzupełnić swoje dane. Po ich wypełnieniu, dostałam kwadratowy kartonik, po którego prawej stronie były (i nadal są) do wyrwania prostokąciki, po jednym na każdy dzień Targów. 

Wydaje się więc, że listopad będzie miesiącem czytania, w końcu te jesienne, zimne i ciemne wieczory do czegoś obligują. Nie wspominając o beznadziejnej pogodzie, która wprost nie zachęca do opuszczenia czterech ścian. O ile szczęście dopisze, na targach pojawię się jeszcze w niedzielę. Jeśli się nie uda, żałować nie będę, bo naprawdę się, mówiąc kolokwialnie, obłowiłam :)

A Wy, byliście? Zakupiliście coś, jesteście zadowoleni? :)



sobota, 18 października 2014

"Zabójstwo w Orient Expressie", "12 prac Herkulesa" Agatha Chirstie

"Zabójstwo w Orient Expressie", "12 prac Herkulesa" Agatha Chirstie

 Główne skrzypce w powieści gra oczywiście Herkules Poirot, który, po rozwiązaniu sprawy kryminalnej w Azji wraca pociągiem do Europy. Oczywiście, życie znanego wszystkim detektywa nie jest takie proste; okazuje się bowiem, że podróż, podczas której mógłby sobie odpocząć, w jednej chwili zmienia się w dramatyczną walkę z mordercą, który zabił jednego z pasażerów. O co chodzi? Na nieszczęście wszystkich tu zebranych, pociąg – z racji pogody – staje w zaspach. Jak tym razem poradzi sobie Poirot?


Cóż za głupie pytanie zadałam. Wiadomo bowiem, że Poriot nie będzie miał z tym żadnych problemów, ba, śledztwo wyda się dla niego… oczywiste? Choć dużo tu podejrzanych, bo przecież każdy mógł to zrobić, to nasz dzielny detektyw jak zwykle wykaże się intelektem, mądrością i dowie się, nie bez trudności, kto ten czyn popełnił. Dorwie się do psychiki każdego z podróżujących, rozłoży ją na część i później złoży z powrotem. We wszystkim będzie doszukiwał się czasem niepotrzebnego sensu. I jak go tu nie lubić?

Drugą książką Agathy Christie, którą miałam okazję ostatnio przeczytać to „Dwanaście prac Herkulesa”, w której, jak już wiadomo po tytule, autorka nawiązuje do mitologicznej opowieści o Herkulesie.


Głównym bohaterem powieści znów staje się Herkules Poirot, który to tym razem zastanawia się nad zakończeniem swojej kariery. Zanim to jednak nastąpi, natchnięty przez znajomego, zgodzi się wykonać ostatnich dwanaście prac, do każdej przypasowując tytuł z mitologii. Książka jest więc zbiorem tych kilkunastu historii osób, które proszą Poirota w sprawie niecierpiącej zwłoki: czy to chodzi o zaginionego kota, czy szukanie dawnej miłości. Choć można by powiedzieć, że cóż to za robota bez morderstw, Poirot poświęca się im tak, jak zawsze. Czyli na całego.

Z tej książki jestem równie zadowolona, jak z poprzedniej. Z biblioteki wypożyczyłam kolejne, więc na czasie pewnie i o nich powiem kilka słów. Choć, mam nadzieje, że są tu jacyś fani pani Agathy?

Za tydzień w Krakowie Targi Książki, już osiemnaste, wybiera się ktoś? Ja będę „tylko” w czwartek i piątek, a już zacieram ręce na nowe zdobycze (a mój portfel pojękuje cicho). 


niedziela, 5 października 2014

'Fangirl' Rainbow Rowell

'Fangirl' Rainbow Rowell
Dajmy na to, że piszecie. Opowiadania, krótkie historie… cokolwiek. Przy tym, również lubicie czytać (dlatego pewnie tu jesteście). Nie wiem, czy tyko ja miałam takie marzenie, aby przeczytać książkę o kimś… kto lubi pisać. W rzeczy samej, można by spojrzeć na samego siebie zupełnie z innej strony.  Zanim przejdę do treści książki, chciałam powiedzieć, że do tej pory nie wydano polskiej wersji książki, jednak, jak gdzieś czytałam, jakieś wydawnictwo podpisało już umowę, więc pewnie jakoś w 2015 roku książka w polskim języku się pojawi. Ja osobiście czytałam po angielsku, i jeżeli ktoś ma obawy, że może nie rozumieć, czy coś, to wydaje mi się, że jest bardzo prostym językiem pisana i nawet, jeśli nie zrozumiecie jakiegoś wyrażenia, to się domyślicie o co chodzi.

Główną bohaterką jest Cath Avery, która oprócz talentu do pisania, posiada siostrę bliźniaczkę, Wren. Cath i Wren wychowały się wyłącznie z tatą, bo ich mama porzuciła ich, kiedy były małe. Akcja książki dzieli się na dwie części: pierwszy semestr studiów i drugi, analogicznie druga połowa 2011 roku i pierwsza 2012.

 Cath i Wren są ze sobą bardzo związane, jak to przystało na bliźniaczki. Biorąc jeszcze pod uwagę fakt, że zostawiła ich mama, dziewczyny miały tylko siebie, choć tata starał się najlepiej jak tylko potrafił zapanować nad dwoma młodymi dziewczynkami. Kiedy nadchodzi magiczny okres studiów okazuje się, że Wren ma odnośnie nich inne plany. Kiedy Cath, automatycznie proponuje, żeby zamieszkały razem w pokoju Wren odpowiada, że najwyższy czas by dziewczyna otworzyła się na nowych ludzi. Cath niezbyt się ten pomysł podoba… I w zasadzie od tego wszystko się zaczyna.

Co więcej, Cath pisze fanfiki (opowiadania pisane przez fanów na podstawie ulubionych literackich – i nie tylko – dzieł, w których to wykorzystuje się bohaterów wymyślonych w pierwowzorze, dopuszcza się jednak zmianę wydarzeń, zmianę chronologii. Niekiedy fanfiki z pierwowzorami wspólnych mają tylko głównych bohaterów. Ponadto, znajomość pierwowzoru ułatwia zrozumienie ogólnego sensu.) na podstawie ulubionej serii książek o Simonie Snow’ie. Oczywiście jest to seria fikcyjna, wymyślona na potrzeby książki „Fangirl”. Buszując w Internecie znalazłam liczne porównania tej serii do serii Harry’ego Pottera, gdyż akcja Simona Snow’a rozgrywa się również w Szkole Magicznej.

Równolegle z rozpoczęciem studiów, drogi bliźniaczek rozchodzą się. Wren zamieszkuje w pokoju z koleżanką, Cath zostaje przydzielona do pokoju zajmowanego przez dziewczynę o imieniu Regan. Sploty akcji sprawiają że Cath, odrobinę aspołeczna (wolny czas, zamiast na imprezach, woli spędzać przy komputerze, pisząc kolejne strony swojej powieści), powoli otwiera się na ludzi. Dużą zasługę odnosi jej nowa współlokatorka i tajemniczy Kolega, który nazbyt często przesiaduje w ich pokoju.

Mimo, iż książka ma ponad czterysta stron, czytało mi się ją strasznie dobrze. Miło jest bowiem spojrzeć czasem na samego siebie z innej strony; widząc osobę tak samo aspołeczną, albo chociaż trochę, jak ja,  odzyskałam poczucie, że nie jest ze mną tak źle. Nie wiem, czy to moje osobiste odczucia, ale wydaje mi się, że gdyby powstawało więcej książek na taki temat, więcej ludzi zaczynałoby pisać: bo jeszcze czasem wydaje mi się, że ludzie, którzy uzewnętrzniają swoje uczucia w swoich opowiadaniach, są traktowani… jako zbyt nadwrażliwi. Pisanie, tak samo jak i czytanie jest wspaniałą sprawą, i jestem zadowolona że powstała taka książka jak „Fangirl”, która opowiada o śmiesznych historiach z życia dziewczyny tak pochłoniętej swoimi ulubionymi bohaterami jak i samym pisaniem, że pomiędzy tym jakby nie miała czasu na życie. Albo nie chciała tego życia prowadzić.


Obserwatorzy