piątek, 20 lutego 2015

„Inferno” Dan Brown

 „Inferno” Dan Brown


Tyle się dobrych opinii o tym „Inferno” naczytałam, że w końcu stwierdziłam, iż muszę się na własne oczęta przekonać, czy rzeczywiście takie fajne, jak mówią, czy jednak nie.  Książka ma imponującą ilość stron, przyznam jednak, że uwielbiam takie wielkie tomiszcza szczególnie, gdy skrywają się na moim czytniku i nie muszę ich targać i szukać wyjścia, jak połączyć czytanie i własną wygodę.

Robert Langdon ma amnezję. Dowiaduje się tego, budząc się z opatrunkiem na głowie w szpitalu. Nie wie, co robił poprzedniego wieczora, gdzie jest i co tu, u licha, robi. Chwilę potem pojawia się ktoś z pistoletem i wtedy wszystko nabiera tempa.

Żeby nie zepsuć nikomu przyjemności odkrywania tego wszystkiego na nowo, nie zdradzę, co działo się dalej, powiem jedynie, że „Inferno” jest niesamowite. Nie tylko ze względu na akcję, która naprawdę porywa, która zmusza do zastanowienia się i poukładania sobie wszystkiego w głowie, ale również na morze informacji, które sprawiło, iż chcę do Florencji już, teraz, zaraz. Dużo odniesień do „Boskiej Komedii” Dantego, dużo muzeów z freskami, dużo słonecznej Italii, i jeszcze więcej emocji, kiedy pożera się te kartki, a wszystko staje się coraz bardziej tajemnicze.

Mam nadzieję, że zakończenie i dla Was okaże się epickie. Osobiście parę dni podnosiłam szczękę z podłogi, zadając sobie w kółko jedno pytanie: „serio?”.


Dlatego też sięgnęłam po „Zaginiony Symbol”, zgodnie z poleceniami znajomych, którzy mówili, że ponoć od Inferno o niebo lepsze. Jak tylko się tego dowiem, dam znać. „Inferno” polecam jednak każdemu ;)

sobota, 14 lutego 2015

"Dracula" Bram Stoker

"Dracula" Bram Stoker



Jeżeli ktoś dzielnie śledzi mój profil na Instagramie, widział pewnie jakiś czas temu, iż pochłaniałam „Draculę”. Wypada w końcu powiedzieć o nim kilka słów, skoro tyle się na własny egzemplarz wyczekałam! (Tu podziękowania w stronę moich kochanych koleżanek, które sprawiły mi niesamowity prezent!).

Dostałam ją jednak w niefortunnym czasie sesji, jednak nic nie poradzę na to, kiedy się urodziłam. Było ciężko udawać, że „może poczekać”, że „nie ucieknie” wobec czego musiałam się jakoś rozporządzić, w końcu wisiało nade mną widmo egzaminów, o obecności których zapomnieć nie mogłam. Szczęśliwie jednak i egzaminy zdane, i książka przeczytana, także zaczynajmy!

za klasykę gatunku grozy, słusznie zaliczaną w poczet stu najwybitniejszych powieści wszech czasów.

Drogi Czytelniku, przenieśmy się do XIX wiecznej Transylwanii, do wielkiego zamku krwiopijczego Draculi. Młody pośrednik w handlu nieruchomościami, Jonathan Harker trafia tam w celach czysto zawodowych, a później już nic nie jest takie samo.

Nie wiem, co jeszcze mogę powiedzieć oprócz tego, że taką klasykę powinien przeczytać każdy, kto choć raz miał do czynienia z książkami o wampirach. Nie spotkasz tu wampirów, którzy w świetle słońca błyszczą się na trylion kolorów; nie spotkasz tu wampirów, które mogą wychodzić w ciągu dnia, ale tylko z ‘magicznym’ pierścieniem na dłoni. Dracula jest kwintesencją gatunku. Tajemniczy, z wąsem, kłami i czerwonymi oczami. Wystarczy trochę czosnku, by go od siebie odstraszyć, czy poświęcony opłatek skrywany w czeluściach marynarki.

Jakoś we wrześniu, czy nawet w sierpniu podczas praktyk,  czytałam „Zakochanego Draculę” Karen Essex. Wtedy napis na okładce, jakoby autorka wzorowała się w swojej powieści na „Draculi” Brama Stokera pominęłam, teraz jednak widzę ogromne podobieństwo. Karen Essex pożyczyła bohaterów, przeinaczyła historię, przez co moja zabawa w odgadywaniu historii była trochę słaba, bo wiedziałam mniej-więcej co się stanie. Jednakże! Chylę czoła ku Bramowi Stokerowi, bo to, co wymyślił, cała historia, która napisana została w postaci dzienników różnych postaci, jest po prostu mistrzostwem. Domyślam się, że przedzieranie się przez umysły tylu bohaterów, którzy to swoimi myślami, wątpliwościami uzupełniają historię, jest niesamowicie trudne. Tym bardziej się cieszę, że książkę mam w swojej bibliotece, i kiedykolwiek najdzie mnie ochota, będę ją sobie mogła odświeżyć.

Swoją drogą, jakiś czas temu poprosiłam w bibliotece panią, ażeby odłożyła mi „Draculę”, jeśli kiedyś ją ktoś odda. W międzyczasie dostałam swój egzemplarz, jednak gdy dostałam telefon, udałam się do tejże biblioteki.  Cóż za rozczarowanie mnie tam spotkało: mój egzemplarz (pełen – ok. 400 stron), to, co wypożyczyłam, zaledwie 98. To się chyba nazywa streszczenie streszczenia.. do tej pory nie wiem, o co chodzi. Cieszę się, że koleżanki mi sprawiły mój egzemplarz, bo tutaj chyba bym się nie naczytała.

czwartek, 5 lutego 2015

‘Ziarno Prawdy’ reż. Borys Lankosz

‘Ziarno Prawdy’ reż. Borys Lankosz
30 stycznia tego roku do kin weszła ekranizacja powieści kryminalnej Zygmunta Miłoszewskiego „Ziarno prawdy”. To już druga ekranizacja jego powieści, przed kilkoma laty tego czynu dopuścił się Jacek Bromski i w tym wypadku „dopuścił” jest jak najbardziej na miejscu. Gdyż, nie będę kłamać, spartolił w wielkim stylu, przenosząc akcję z Warszawy (tak było w książce) do Krakowa,  a zamiast postaci Teodora Szackiego w roli głównego bohatera-prokuratora obsadził Maję Ostaszewską, przerabiając naszego Teo na per Agatę Szacką (?!). Najuczciwszym będzie wymazać to zdarzenie z pamięci; obejrzałam jedynie z ciekawości, żałując tego solennie.

źródło: filmweb.pl

Na szczęście za „Ziarno Prawdy” wziął się Borys Lankosz („Rewers”), wiedziałam więc, że powieść jest w dobrych rękach i na pewno nie zostanie spartolona. Zacznę od faktu, że film – cała jego fabuła jest niemal z czcią odwzorowana na powieści Zygmunta Miłoszewskiego, który sam brał udział w pracach nad scenariuszem.  Co prawda brakuje kilku scen, jednak  ja powiedział Borys Lankosz, w takim wypadku film trwałby cztery godziny, a tak trwa niecałe dwie. Mogę jednak z czystym sercem powiedzieć, że wszystko, co powinno zostać odwzorowane, zostało, a resztę musimy zostawić naszej wyobraźni. Film jest dobry w każdym calu: począwszy od muzyki, którą skomponował Abel Korzeniowski, poprzez reżyserię (wiadomo, Borys Lankosz ma talent, warsztat i wie, jak powinien wyglądać dobry, ciekawy kryminał) i aktorów. Robert Więckiewicz w roli sarkastycznego Teodora Szackiego sprawił się idealnie, aż nie mogłam od niego oderwać wzroku, Krzysztof Pieczyński wcielając się w postać Budnika rozłożył cały film na łopatki, podobnie jak Jerzy Trela, który jako Wilczur dodał temu wszystkiemu niezwykłego smaku. Dialogi, niemal identycznie odwzorowane z tych na kartach powieści (za to możemy podziękować Zygmuntowi Miłoszewskiemu, który się tym zajął) a to rozśmieszają, a to wprawiają w osłupienie. Gdzieś zupełnie jako tło kołysze się śledztwo w sprawie zabójstwa Elżbiety Budnik. Prokurator odkrywa zagadkę za zagadką, każdą kolejną od siebie gorszą. Wkracza na drażliwy temat, przywołuje demony przeszłości, a jeszcze gdzieś w międzyczasie poznaje Klarę (Aleksandra Hamkało), z którą wchodzi w dość osobliwą relację.

Cóż ja mogę jeszcze powiedzieć, oprócz zachwytów? O tym, że w dniu premiery na sali było nas zaledwie dwudziestu? (Zgadłam dość łatwo, że są to ci, którzy przeczytali książkę i tak jak ja nie mogli usiedzieć na tyłku, by to zobaczyć). O tym, że Katarzyna Nosowska specjalnie do filmu nagrała piosenkę, która tak bardzo wpadła mi w ucho, że nie mogę o niej przestać myśleć? O tym, że Więckiewicz tak bardzo przypominał mi Szackiego, że aż nie mogłam od niego oderwać wzroku? Czy o tym, że chcę to już teraz zaraz obejrzeć jeszcze raz? :)

Kiedy dochodzi do ekranizacji książki zawsze boję się, jak to starcie przeżyją moje wyobrażenia, które gdzieś się w głowie kotłowały.

Mogę powiedzieć z ręką na sercu, że „Ziarno Prawdy” jest najlepszym polskim filmem ostatnich lat. Mroczny, ciekawy, chwytający za serducho a jednocześnie taki inny, zupełnie jakby nie nasz.
Polecam! 

jeśli nie czujecie się zachęceni, podrzucam zwiastun ;)

poniedziałek, 2 lutego 2015

‘The Newsroom’ HBO SERIAL

‘The Newsroom’ HBO SERIAL

HBO powoli staje się potęgą serialową – począwszy od „Gry o Tron”, która to gości już na naszych ekranach od bodaj 2011 roku, poprzez wspaniałe „House of Cards”  z Kevinem Spacey’em w roli głównej (ach, nie mogę się doczekać premiery III sezonu!) aż w końcu „The Newsroom”, o którym to chciałam dzisiaj słów kilka powiedzieć.

Warto chyba zacząć od tego, że sama co nieco interesuję się dziennikarstwem (nie bez powodu praktyki odbywałam w redakcji gazety :P ), więc może jestem w swoich faktach nieobiektywna. Ostrzegam więc i liczę na rzetelne opinie, jeśli już ten serial widzieliście, a jeśli nie – to z wytrwałością poczekam, by i Wasze zdanie na ten temat poznać.





















Serial przenosi nas do telewizyjnego studia, w którym zgrana ekipa przygotowuje newsy do wieczornych wydań wiadomości, stąd zapewne nazwa ‘the newsroom’.  Cóż, bohaterowie – jak to na ludzi przystało – mają skomplikowane życia prywatne, które chcąc nie chcąc, wpływają na ich pracę, co jest skutkiem wielu śmiesznych (albo wręcz tragicznych) sytuacji. W rolach głównych Jeff Daniels jako prezenter tychże wiadomości (i tu z czystym sercem stwierdzić muszę, iż jest wprost genialny!), Emily Mortimer jako producentka wykonawcza, szef Sam Waterston oraz pracownicy – tu w rolach John Gallagher Jr., Alison Pill, Thomas Sadovski, Dev Patel i Olivia Munn.  Ale nie chodzi tu tylko o problemy sercowe, ale i o poprawność polityczną. Wiadomo – poważna, szanująca się telewizja, najchętniej oglądane newsy w kraju, nie można pozwolić sobie na błąd. Głównym problemem bohaterów, którzy są żądni prawdy i tylko prawdy jest poprawność polityczna. Jak wydobyć to, co chce się przekazać, nie urażając żadnej ze stron? Cóż, to wydaje się niemożliwe, dlatego też firma niejednokrotnie wpada w tarapaty spowodowane czyimś zbyt długim jęzorem, czy najzwyklejszym błędem, bo jesteśmy tylko ludźmi.

Jak już wspomniałam, serial składa się tylko (niestety) z trzech sezonów. Pierwszy sezon ma 10 odcinków, drugi całe dziewięć, trzeci zaledwie sześć. Jeden odcinek trwa godzinę, zapewniam jednak, że wspaniała gra aktorska, wspaniała fabuła i jeszcze lepiej dopasowana muzyka sprawią, że godzina minie w mgnieniu oka, tak samo jak wszystkie sezony, jeżeli wpadniecie już w ten trans.

a tu jeszcze oficjalny trailer, jeżeli jeszcze się nie przekonaliście! ;)

Ja wpadłam jak śliwka w kompot. Skoro jesteśmy już przy serialach, to ostatnio poza moimi ukochanymi Grey’s Anatomy zaczęłam oglądać Chasing Life. Ogląda ktoś? ;) Choć nie powiem, moje serce nadal krwawi po zakończeniu się Desperate Housewifes, choć od tego minęło kilka dobrych lat. A Wy, kochani, co oglądacie? ;) Dacie szansę Newsroomowi? 

*zdjęcie pochodzi z filmweb.com

Obserwatorzy