„Tak trudno być mną” Dagmara Półtorak

by - poniedziałek, maja 18, 2015


Kończąc szkołę średnią żyłam w przekonaniu (dość fantastycznym), że to już koniec z książkami, które będę musiała czytać (albo i nie) pod presją. Serio, o ile czytać ubóstwiam, to jeżeli ktoś mnie do tego zmusza, ktoś albo coś, to jestem tym faktem niezwykle zbulwersowana. W ostatnich dniach musiałam siąść do napisania pracy na zajęciach o książce, która niezbyt przypadła mi do gustu. Och, jaka ja jestem dyplomatyczna. Wysyłając ją dzisiaj (pracę, nie książkę, ta niestety wciąż pomieszkiwuje na moim regale) poczułam chwilową ulgę, która zmotywowała mnie do napisania kilku słów o „Tak trudno być mną” Dagmary Półtorak. 

Jeszcze wczoraj, kończąc swoją pracę pisałam o tym, że książki dzielą się na te, które zmuszają nas do myślenia oraz te, których głównym zadaniem jest zapewnienie nam mile spędzonego czasu. Często w Internecie spotykam się z komentarzami, iż jakaś książka jest „zwykła”, „nic nie wnosząca”, „bez sensu” i „nie warto jej czytać bo nie niesie ze sobą żadnego przesłania”. Pukam się wtedy w czoło i myślę sobie, dlaczego ludzie tak mówią. Dlaczego utarło się w naszym życiu stwierdzenie, że jeżeli czytać książki, to tylko te „mondre”? Ja wiem, każdy z nas, czytelników, dąży do tego by być mądrzejszym. By poznawać coraz to innych autorów, którzy swoim pisaniem zmieniają nasze widzenie świata, jednak czy to nie jest męczące? Czy nie warto czasem wrzucić na luz, wziąć do ręki książkę, która nie wymaga od nas nie wiadomo jakiego wysiłku, a dzięki niej się trochę pośmiejemy? Moja odpowiedź brzmi – pewnie, że warto! 

„Tak trudno być mną” opowiada o dosyć szalonej rodzince, w której główne skrzypce gra… no właśnie, kto? Dwudziestodwuletnia główna bohaterka, czy jej nienormalna rodzina, ze Smarkiem w roli głównej, Matką, która czasem wpada na dziwne pomysły, Włodzimierzem, który czasem wydaje się być ponadto, czy może z Michałem, który… no właśnie. Nie mogę jednoznacznie stwierdzić, kto rządzi tym wszystkim, skoro jednak narratorką jest studentka, przyjmijmy takie rozwiązanie.

Książka jest z gatunku tych lekkich. Przeczytałam ją w kilka dni, zapewne gdybym nie musiała wylewać siódmych potów nad wordem, z pewnością poszłoby mi to szybciej. Spodobała mi się nie tylko ze względu na śmieszne dialogi albo język, jakim posługiwali się bohaterowie, ale dlatego, że niejako utożsamiłam się z nimi, a właściwie z nią – ze studentką, która ma rąbniętą rodzinę i ten ciężar – chcąc nie chcąc – musi na swoich barkach nosić. Jedno jest pewne; nudy nie ma. Smark, młodszy brat i syn Włodzimierza (wszak ten jest ojczymem bohaterki) nie pozwoli, by rodzina chociaż przez chwilę się nudziła, czego Matka nie może już wytrzymać. Hmm.. może nie ona jedna? Bohaterka podejmuje walkę z systemem a właściwie z rodziną, której ma potąd. Nic to jednak, bo przecież rodzina, niczym bumerang, wraca.

W zdenerwowaniu zapalamy lampkę, oczekując dantejskich scen. W zamian znajdujemy Matkę leżącą na łóżku, w papilotach i maseczce na twarzy, chrapiącą na całe gardło. Łup, łup, łup dobywa się z gardzieli. Smark proponuje pobicie Matki miotłą; Tata i Włodzimierz protestują – chcą użyć tłuczka. Jako kobieta muszę zgłosić sprzeciw. Każę im przynieść elektryczny nóż. str. 75

Historia opowiedziana przez panią Dagmarę Półtorak jest przyjemną lekturą na letnie wieczory spędzone na tarasie. Może niczego nie uczy, nie niesie przesłania (chyba, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach), ale jest po prostu przyjemna. Przy okazji można się trochę pośmiać: z pomysłowości Smarka, zbiegów okoliczności czy zwykłego pecha, jaki bohaterkę spotyka. W sumie dlatego się z nią utożsamiam, bo ja każdego dnia sobie zdaję sprawę z tego, że naprawdę trudno być mną. Nie polecam – potykam się o własne nogi, czasem myślenie jest mi zupełnie obce, czasem zastanawiam się, czy w ogóle posiadam coś takiego jak mózg… Wiecie, jest ciekawie. Cieszę się wiec, że w końcu ktoś ukazał bohaterkę nieidealną, której do tego „ideału” brakuje wiele, a jednak w sobie się nie załamuje tylko leci dalej. 

Szału nie ma, tragedii również, dlatego książkę, jako niezobowiązującą lekturę, polecić z całego serca mogę ;)

You May Also Like

3 komentarze

  1. Jak będę czegoś niezobowiązującego szukała - sięgnę po ten tytuł :D

    OdpowiedzUsuń
  2. zaciekawiłaś mnie, przeczytam ją :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z tym, co napisałaś - funkcją niektórych książek, skoro już potrzeba funkcji - jest sprawienie przyjemności :) Jesteśmy różni i momenty w naszych życiach dynamicznie się zmieniają, coś, co dziś uważam za szczyt cudowności, jutro już może mi się nawet nie podobać, bo zmieniam się. A o książce, o której piszesz, będę pamiętała :) Dzięki za podpowiedź!

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy