poniedziałek, 31 października 2016

20. Targi Książki w Krakowie

20. Targi Książki w Krakowie
W końcu po trzech latach udało mi się na Targach Książki zdobyć wyłącznie te książki, na które już wcześniej miałam chrapkę, i które właśnie zaplanowałam, że w tych okolicznościach zakupię. Ulga to niesamowita, bo poprzednimi laty  co prawda z pustymi rękoma na pewno nie wracałam, ale zawsze wydawało mi się, jak siadałam do komputera, że chciałam jeszcze taką, siaką a ta kupiona to w sumie może mi nie podejdzie, i tak dalej i tak dalej. W tym roku więc, nauczona doświadczeniem spisałam w telefonowym notatniku tytuły upragnionych książek, obok nazwę wydawnictwa… I voilà. 

Stosik może nie jest powalająco wielki, ale w pełni zadowalający.



Od dołu:


  • „Trzy po 33” J. Bralczyk, A.Markowski i J. Miodek – Przyznam, o tej książce dowiedziałam się na kilka dni przed targami, ale od razu poczułam że muszę ją mieć. W zeszłym roku z targów przytachałam Wszystko zależy od przyimka, która to książka bardzo skradła moje serce, mam więc wielką nadzieję że i tym razem też tak będzie.
  • „Małe życie” Hanya Yanagihara  - Hit ostatnich miesięcy, przed którym broniłam się długo… ale chyba nieskutecznie. Mam nadzieję, że się nie zawiodę!
  • „Dzieci Norwegii. O państwie (nad)opiekuńczym”  Maciej Czarnecki – W ostatnim roku reportaże o Norwegii skradły moje serce, nie mogłam więc ominąć i tego zwłaszcza, że ma tak piękną okładkę, że… 
  • „Slow life” Joanna Glogaza -  „Slow fashion” bardzo mi przypadło do gustu, na Slow life czaiłam się od dawna… I w końcu się skusiłam.
  • Skusiłam się również, natchniona przez liczne promocje w sklepach z e-bookami na zakup Immunitetu Remigiusza Mroza, której to książki miałam na razie nie czytać, ale to wiadomo jak to jest z takimi postanowieniami.

Jak widać zakupy zrobiłam dosyć racjonalne, co nie zmienia faktu że jestem z nich niezmiernie zadowolona. Co do niektórych książek długo się opierałam, albo gdzieś miałam na oku ale jakoś nam było nie po drodze. Tak samo chyba jak nie było po drodze pogodzie, która, jak tak zaczęłam myśleć, w te targi chyba nigdy nie dopisywała. Zawsze dotrze tam człowiek na tą Halę Expo przemarznięty do szpiku kości, nie wspominając już nawet o tej trasie, którą trzeba pokonać wysiadając nawet pod M1. 

Ponarzekać sobie można, ale wiadomo że co roku się wraca z jeszcze większa chrapką i radością. Nie straszne są nawet tłumy ludzi przeciskających się między stanowiskami, bo jeśli tak „nie czytamy”, to ja chyba tego będę sobie i Wam na przyszły rok życzyła. Takiego „nie czytania”!   

A Wy byliście na Targach Książki w Krakowie? Upolowaliście coś ciekawego? :) 

środa, 19 października 2016

seriale na jesienne wieczory

seriale na jesienne wieczory
Nie wiem czy to wina tej ponurej aury za oknem, ale ostatnimi czasy czytanie idzie mi strasznie. Wieczorem najczęściej zasiadam przed komputerem by obejrzeć zaległe odcinki seriali, które już śledzę albo by zacząć nowe. Zazwyczaj dopiero po chwili zdaję sobie sprawę, że jeżeli zacznę kolejny serial i znów będę chciała być z nim na bieżąco, prawdopodobnie braknie mi czasu na studiowanie, bądź – co gorsza – na spanie. Nie żeby mnie to jakoś zbytnio martwiło. Takie myśli przecież zazwyczaj jak szybko przychodzą, tak i odchodzą więc nie ma się co martwić na zapas.

Jakiś czas temu pisałam o moich top 10 serialach. Od tamtej pory minęło jednak trochę czasu, powstały nowe seriale, ja zainteresowałam się zaś kolejnymi i tak znów uzbierało mi się tego trochę a z racji mojej piśmienniczej posuchy pomyślałam: czemu nie napisać o serialach czyli o tym, co tygryski lubią najbardziej?  ;) Mam nadzieję, że uda mi się Was w jakimś, małym chociaż stopniu, zaciekawić. Będę również wdzięczna za polecenie w komentarzach jakiś cudeniek, bo przecież seriali albo filmów nigdy mało!



Prokurator 
Serial, obok którego nie mogłam przejść obojętnie. A to z prostego powodu – scenariusz napisali bracia Miłoszewscy, co czuć od pierwszej sceny aż do ostatniej. Poza tym brakowało mi jakiegoś dobrego polskiego serialu kryminalnego. Doczekałam się. Bezbłędny Jacek Koman w roli tytułowego prokuratora Kazimierza Procha, Jacek Zieliński jako komisarz Witold Tielak… A w tle Warszawa, ludzkie tragedie – te mniejsze czy większe, aż w końcu przeszłość od której nie tylko nie da się uciec, ale nie da się nawet zapomnieć.  A tak naprawdę to pokochałam Prokuratora za wyszukane dialogi, żarty które rzeczywiście śmieszą i pewną niebanalność, która wyróżniła go spośród innych polskich seriali.


Sherlock BBC  
Ojesu. Na początku spytałam sama siebie: dlaczego nie umieściłam Sherlocka w poprzednim serialowym poście?? Po czym dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że… przecież obejrzałam go dopiero w styczniu tego roku. Poza tym byłam na siebie zła, że tyle z tym zwlekałam, a teraz muszę przyznać że jest mi smutno że tyle trzeba czekać na kolejny sezon. Niemniej. Bezbłędny Benedict Cumberbatch w roli Sherlocka, Martin Freeman jako dzielny dr Watson, w tle mroczny Londyn aż w końcu historie, które mrożą krew w żyłach. Jest też piękny brytyjski akcent, którego się chce słuchać i słuchać, piękne ujęcia, aż w końcu fabuła, w którą jak się człowiek wkręci, tak nawet nie zobaczy gdzie i kiedy i jak minęło półtorej godziny (bo tyle trwa jeden odcinek). Jedyną wadą – tak, mówię o tym na głos – jest fakt, że Sherlock ma tylko trzy trzyodcinkowe sezony, a kolejny czwarty – i być może ostatni – dopiero gdzieś w przyszłym roku. Tak czy siak, jeśli nie oglądaliście musicie to nadrobić. Serio. Musicie. Po prostu musicie.



Belfer
Moje najnowsze odkrycie. W ogóle mam wrażenie, że moje serialowe wybory zależą w głównej mierze od tego, kto pisze scenariusz (w tym wypadku Jakub Żulczyk, tak że rozumiecie powagę sytuacji, rozumiecie??) albo kto jest w jego obsadzie (Maciej Stuhr, tym bardziej musicie mnie zrozumieć).  Niemniej, i tym razem serial sam się broni przed oskarżycielskimi komentarzami pod tytułem: przecież liczy się historia a nie to, kto tam twarz i siebie w tej telewizji pokazuje. Otóż, nieprawda. Od razu milej się ogląda. Niemniej. W małym miasteczku dochodzi do tragedii. Śmierć ponosi młoda dziewczyna, uczennica liceum. Tego samego, w którym w tym samym czasie – zupełnie przypadkowo, pracę rozpoczyna Paweł Zawadzki (Maciej Stuhr), który przenosi się do Dobrowic z Warszawy. Nauczyciel rozpoczyna własne śledztwo jakby zupełnie nie zdając sobie sprawy, że jest tutaj nowy i nikt nie będzie chciał z nim rozmawiać. Choć wyemitowano dopiero cztery odcinki, jestem pod wielkim wrażeniem. Belfer to nie tylko dobrze dobrana obsada (np. Magdalena Cielecka, Krzysztof Pieczyński, czy Łukasz Simlat), ale również historia, która tak naprawdę mogłaby się rozegrać w każdej małej społeczności gdzieś na peryferiach. Idealny przegląd ludzkich zachowań, uprzedzeń i stereotypów. Pikanterii dodaje fakt, że ponoć sami aktorzy w trakcie kręcenia ostatniego odcinka zastrajkowali, że jeżeli nie dowiedzą się, kto zabił, nie będą dalej grali. Polecam z całego serducha. Polskie seriale naprawdę przeżywają dobry czas!


How To Get Away With Murder
Kolejny serial kręcący się wokół morderstw. I o ile w przypadku poprzednich mogę z czystym sercem powiedzieć, że je ogarniam, tak tego w ogóle (co jednak nie przeszkadza mi w oglądaniu i towarzyszeniu bohaterom w coraz to dziwniejszych sytuacjach). How to Get away with murder to tak naprawdę historia o tym, jak wybitna prawniczka (w tej roli Viola Davis) wraz ze swoimi studentami zostaje wplątana w morderstwo, z którego tak trudno się jest wyplątać. Koniec końców wplątują się w jedne kłopoty za drugimi, każda akcja ma swoją reakcję, każde zdarzenie doprowadza do mniejszych tragedii. Annalise Keating, doświadczona prawniczka wprowadza swoich uczniów w bezwzględny świat prawniczy, świat w którym nie liczy się ani prawda, ani tym bardziej fakty – liczy się to jak bardzo można kimś zmanipulować po to, by osiągnąć wyznaczony przez siebie cel. Choć, jak już przyznałam wyżej, trochę się pogubiłam w tym co, kto kogo i dlaczego zabił, nadal jest to świetne show, przy którym nie sposób się nudzić.

Pakt 
Jestem nudna. Wiem. Ale to znowu coś a’la serial kryminalny, znowu polski, znowu wyśmienity i znowu godny polecenia. W roli głównej Marcin Dorociński, który wciela się w postać Piotra Grodeckiego, dziennikarza śledczego który wpada na trop oszustwa w międzynarodowej korporacji. Okazuje się w tym momencie, że czasem ambicje lepiej odstawić na bok, zapomnieć o chęci bycia bohaterem, wyrzucić z głowy pomysł o dążeniu do prawdy – ta lepiej, żeby czasem została niewykryta. Powstał dopiero jeden sezon, drugi chyba jakoś w listopadzie będzie miał na HBO swoją premierę, ale znów mogę polecić i zapewnić, że na pewno się przy nim nie zanudzicie. Co więcej, mam wrażenie że w końcu będzie można powiedzieć na głos: polskie seriale są dobre. Trzymają poziom. Mogą konkurować z tymi zagranicznymi. Oglądaliście?

Dobra. W tym miejscu zdałam sobie sprawę, że tematyka większości seriali, które oglądam, kręci się wokół morderstw. To tak jakby ktoś zastanawiał się czy mam dobrze w głowie poukładane czy raczej nie. Odpowiedź sama się nasuwa. 
Takie są jednak moje jesienne wieczory - albo nadrabiam zaległości, albo odgrzewam stare kotlety (bez obrazy, Sherlocku), albo nie mogę się doczekać kolejnych odcinków Belfra, bądź wyczekuję nowego sezonu Paktu. I jak tu skupić się na przyziemnych rzeczach? Niemniej, jestem ciekawa jakie są Wasze przepisy na idealny, jesienny wieczór. Macie jakieś filmy, do których lubicie wtedy wracać, seriale, czy może jednak mimo wszystko zostajecie wierni książkom?A może oglądaliście któryś z wymienionych przeze mnie seriali i chcecie podzielić się swoją opinią - nie krępujcie się!  Opowiadajcie.
Tymczasem ja idę oglądać zaległe odcinki... Singielki. 

Jeszcze małe ogłoszenie parafialne. Postanowiłam założyć nowego Instagrama, który będzie w pełni poświęcony książkom i w zasadzie wszystkiemu, o czym tu piszę. Możecie odobserwować stary profil, a polubić właśnie o TEN :) 


środa, 5 października 2016

Czcij ojca swego // Ela Sidi

Czcij ojca swego // Ela Sidi

Już sam tytuł naprowadza nas, mimowolnie i pewnie nieświadomie na tematykę książki. Może dlatego tyle zwlekałam by o niej napisać (bo otrzymałam ją w połowie sierpnia), ale mimo właśnie upływu czasu nadal zdaje mi się, że nie jestem gotowa by o niej mówić. Bo to nie jest książka w której czegoś bohaterom się zazdrości. To nie jest książka, w której przypatrujesz się co tam się dzieje w niej, i zakładasz,  że skończy się tak albo inaczej.

Książki o przemocy – psychicznej czy fizycznej nigdy nie będą łatwe ani przyjemne w czytaniu. Przyjemność, jeżeli już zakładamy że wynika z czytania i pożerania kolejnych książek, raczej tutaj nie występuje. Dobrym zabiegiem, który wykorzystała autorka zapewne nie po to, by nas rozczulić – a może jednak? – jest dziecięcy narrator.  Główną bohaterką, opowiadającą całą historię, jest kilkuletnia Ania, dziewczynka, która od swoich prawie najmłodszych lat musi zmagać się z ojcem… nie szczędzącym od alkoholu.  W splocie pewnych wydarzeń zostaje na niego „skazana” i od wtedy wszystko przybiera nie taki tor, jakiego by się spodziewała.

Tak naprawdę nie wiem, dlaczego po nią sięgnęłam bo zazwyczaj uciekam od książek o ciężkiej tematyce. Nie wiem czy zachęcił mnie sam opis, może okładka, a może jakiś wewnętrzny głosik mi podpowiedział że warto.  Oczywiście, że warto nawet mimo, że książka momentami jest dość chaotyczna (nadal – narratorem dziecko, można więc wybaczyć), że opowiada o trudnych rzeczach, o życiu niezbyt usłanym różami, życiu dzieci które są pozostawione samymi sobie. W trakcie czytania nachodziły mnie myśli, może trochę głupie, że w porównaniu z tym co tam się dzieje, to człowiek naprawdę miał dobrze, i choć czasem narzeka – choć staram się jak najmniej – to jednak warto to docenić. A takie historie mimo wszystko wbijają w fotel, sprawiają że człowiek docenia to co ma, ale też przenoszą do świata o którym czytamy w gazetach czy oglądamy w wiadomościach. Takie tragedie naprawdę się dzieją, za niejednymi drzwiami, i chyba jedno przesłanie w tym momencie przychodzi mi do głowy: reagować.

Jeśli poczuliście się zachęceni, jeśli jeszcze jej nie czytaliście – polecam ;)


Oesu. Rok akademicki zaczął się z wielkim przytupem. Nie mówię tu tylko o nowej uczelni, która jeszcze trochę mnie przeraża, wizji pisania magisterki skoro dopiero uporałam się z licencjatem, a w ogóle to nie wspominam nawet o pogodzie, która zachęca jedynie do zostania rano w łóżku. Yaay! 

Obserwatorzy