Dzieci Norwegii. O państwie (nad)opiekuńczym // Maciej Czarnecki

piątek, stycznia 20, 2017


Przysięgam, że książki związane z Norwegią same, zupełnie znikąd, pojawiają się na mojej półce, a że ja mam do nich dobre serce, po prostu czytam, skoro już są. To nie jest żadna obsesja, w ogóle. No dobra no, wydało się. Ale na swoją obronę mam to, iż to bardzo dobry reportaż jest, więc jeśli lubicie taką tematykę, jeśli lubicie kraje skandynawskie, kulturę i tamtejsze obyczaje, jak najbardziej Wam się „Dzieci Norwegii. O państwie (nad)opiekuńczym” spodoba.

O czym to w ogóle jest? O Barnevernecie, norweskiej instytucji, chroniącej prawa dzieci. Dość szybko dowiadujemy się, że w Norwegii dzieci ceni się ponad wszystko, tak samo też stawia się ich prawa. Nie liczy się – nie pamiętam dokładnie jak to brzmiało – to, że dziecko ma szansę wychować się w pełnej, kochającej rodzinie tylko to, jak ta rodzina rzutuje na ewentualną przyszłość dziecka, i jeśli coś wydaje się niepewne, Barnevernet uznaje wtedy że musi wkroczyć i cos z tym zrobić.

Autor, Maciej Czarnecki przedstawia nam punkt widzenia polskich rodzin, które chcąc nie chcąc miały z Barnevernetem przygody, w większości wypadków były one powodowane nie tym, że rzeczywiście się coś w ich domach działo a tym, że oto doszło do zderzenia dwóch kultur, tej polskiej, w której dzieci, cytując:

„nasze, z polski, z byłego bloku wschodniego, są traktowane zupełnie inaczej. Są obdarzone ciepłem, przyjaźnią, miłością, pocałunkami, co w Norwegii bardzo się nie podoba”.

 … z tą norweską, w której nei wolno się przytulać, frywolnie zachowywać, a za lanie to już w ogóle można iść do więzienia. Dość szybko okazuje się, że ta ziemia obiecana, bo przecież tak wszyscy myślą o Norwegii, wyjeżdżając do niej, jest przyjazna jedynie dla tych, którzy dostosowują się do wytyczonych norm, bo przecież odchylanie się, inne zachowanie w stosunku do własnych dzieci, jest podejrzane.


Autor nie ocenia, przytoczone historie zaś i ich bohaterowie nie oskarżają, rozumieją,  jednocześnie przez cały czas wyrażają swoją dezaprobatę, strach i pewne przekonanie, że kraj, w którym mieszkali jakiś czas zupełnie się na nich, i ich kulturę, wypiął.

Muszę przyznać, że temat reportażu wydał mi się ciekawy, bo ile można czytać o fiordach, mroźnej zimie, zaspach, zorzy polarnej i tym podobnych? Inne spojrzenie na kraje skandynawskie rzeczywiście otwiera oczy, pokazuje, że nie wszystko jest czarno-białe, a pod fasadą troski niekoniecznie muszą się dobre chęci chować. Niestety.

W nawiązaniu do książki, którą bardzo Wam polecam, bo to jest trochę zimny prysznic dla każdego, kto przez chwilę myślał o Norwegii jako państwie, w którym możnaby żyć, nasuwają mi się dwie rzeczy. Jedna – to film Obce niebo, ukazujący historię polskiego małżeństwa, któremu dziecko zostaje „przez przypadek” odebrane. Oglądałam, mogę polecić. Drugie – u licha, jakim sposobem tułanie się dzieci po rodzinach zastępczych tylko dlatego, że urząd źle odebrał jakieś zachowanie jest lepsze od wychowywania się wśród kochających osób? Nie mogę pojąć.


You Might Also Like

0 komentarze

Instagram