czwartek, 30 marca 2017

Nagroda Literacka miasta Warszawy

Nagroda Literacka miasta Warszawy



Słyszeliście może o Nagrodzie Literackiej m.st Warszawy? To prestiżowe wyróżnienie, sięgające czasów aż przedwojennych. Konkurs ten jest poniekąd kontynuacją nagrody o tej samej nazwie, która była przyznawana w latach 1926-1938, a przerwanej przez wybuch II wojny światowej. Pierwszym jej laureatem był Władysław Mickiewicz, najstarszy syn Adama Mickiewicza. W obecnej formie nagroda przyznawana jest od 2008 roku, kiedy Rada Miasta Stołecznego Warszawy przyjęła uchwałę reaktywującą to wyróżnienie.

Spośród ponad czterystu zgłoszeń jury wybrało dwanaście tytułów nominowanych do zdobycia tej nagrody. Pula dla laureatów wynosi 200 tysięcy złotych. Nazwiska nominowanych zostały ogłoszone równolegle w ponad osiemdziesięciu warszawskich klubokawiarniach, a także – ze względu na bogatą historię – przez rozproszonych po stolicy „krzykaczy”. Akcja ta ma na celu podkreślenie lokalności i tradycji Nagrody, jednocześnie ukazać nowoczesne podejście do literatury.

Kto więc został nominowany?

W kategorii „proza”:
  • Stanisław Aleksander Nowak, „Galicyanie”, Wydawnictwo W.A.B.
  • Brygida Helbig „Inna od siebie”, Wydawnictwo W.A.B.
  • Aneta Prymaka-Oniszk, „Bieżeństwo 1915. Zapomniani uchodźcy”, Wydawnictwo Czarne


W kategorii „poezja”:
  • Jerzy Kronhold, „Skok w dal”, Wydawnictwo Literackie
  • Adrian Sinkowski, „Raptularz”, Biblioteka „Toposu”
  • Dariusz Suska „Ściszone nagle życie”, Wydawnictwo Znak


W kategorii „literatura dziecięca – tekst i ilustracje”:

  • Jolanta Nowaczyk oraz Daria Solak, „Ala ma kota. A Ali?", Wydawnictwo Dwie Siostry
  • Łukasz Olszacki oraz Jola Richter-Magnuszewska, „Bajka o tym, jak błędny rycerz nie uratował królewny, a smok przeszedł na wegetarianizm", Papilon
  • Marcin Szczygielski oraz Magda Wosik „Klątwa dziewiątych urodzin", Wydawnictwo Bajka

W kategorii „edycja warszawska”:
  • Łukasz Lubryczyński i Karolina W. Gańko „Dorożkarstwo warszawskie w XIX wieku”, Wydawnictwo Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego
  • Tomasz Mościcki „Warszawskie sezony teatralne 1944-1949”, Fundacja Historia i Kultura
  • Grzegorz Piątek „Sanator. Kariera Stefana Starzyńskiego”, Wydawnictwo: W.A.B.




W szanownym jury tej niezwykłej warszawskiej nagrody zasiadają: krytyk literacki, poeta, dziennikarz i przewodniczący w tegorocznej edycji konkursu – Janusz Drzewucki, profesor nauk humanistycznych – Grażyna Borkowska, prezes Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek – Rafał Skąpski, dziennikarka – Karolina Głowacka, poetka – Joanna Kulmowa, publicysta Krzysztof Masłoń oraz historyk literatury – Anna Romaniuk.

Cieszę się, że w opozycji do tego, jak wszyscy krzyczą, że „nie czytamy!”, o literaturze jest głośno przez cały czas. Mam nadzieję, że z każdym rokiem będzie coraz lepiej, aż w końcu statystki nie będą mnie aż tak przerażały.

Więcej o konkursie możecie przeczytać tu

środa, 29 marca 2017

Projekt Prawda // Mariusz Szczygieł

Projekt Prawda // Mariusz Szczygieł

Projekt prawda jest eksperymentem. To literacki kolaż – łączy współczesne teksty Mariusza Szczygła o władnym i cudzym życiu, oraz powieść Stanisława Stanucha „Portret pamięci” wydaną w 1959 roku.

Mariusz Szczygieł to klasa sama w sobie, tego nie trzeba nikomu mówić. Nie wiem, czemu to moja pierwsza książka tego autora w biblioteczce. Muszę nad tym popracować.

W „Projekcie Prawda” pan Mariusz pyta spotkanych ludzi o ich prawdy. Czasem bardzo banalne, proste, po prostu wyjęte z życia. Niekiedy bardziej skomplikowane, mające swoje korzenie gdzieś daleko, daleko w przeszłości. W codziennych zachowaniach, rozmowach, zdarzeniach – często tych prawd okazuje się, nie dostrzegamy.

„Projekt Prawda” czyta się szybko, choć to po części wada i zaleta – bo za szybko się kończy.  Ze słów płynie spokój, ludzka życzliwość i dobroć, której czasem tak brakuje w naszych życiach.  

Jedyną rzeczą, która trochę mi tu może przeszkadzać to ten „Portret Pamięci” wkomponowany, jak dla mnie, zupełnie niepotrzebnie, rozumiem jednak zamysł, motywację i inspirację, wobec czego przyjmuję wszystko z uśmiechem na twarzy.

Polecam każdemu, bo naprawdę warto poczytać coś o ludziach, prawdziwym życiu i o tym, że w sumie może nie jest ono takie złe, jak nam się wydaje. Ot co.


niedziela, 26 marca 2017

Share week 2017

Share week 2017


Co roku przypominałam sobie o ShareWeek po fakcie – termin zgłoszeń mijał, a ja się pukałam w czoło, bo znowu nie zdążyłam. Szczęście w nieszczęściu – akcja trwa do dzisiaj, nie mam niczego napisanego na zaś, pomyślałam więc: czemu nie? 

Prawda jest taka, że dużo czytam, nie tylko książek. W social mediach obserwuję dużo blogerów, pomyślałam więc, że może to dobry moment by polecić ich i Wam – może każdy z nas znajdzie tu coś dla siebie.

Moja najlepsza trójka:


Riennaherasama o sobie pisze, że jest Elfem Pogardy, i chyba dlatego tak bardzo lubię czytać jej bloga. Pisze o rzeczach codziennych, ważnych, o aktorach, książkach i o tym wszystkim, co sprawia jej przyjemność. A mi sprawia przyjemność czytanie jej bloga, więc jeśli nie znacie jeszcze Marty, musicie tam zajrzeć ;)

Zwierz Popkulturalny to trochę poświęcenie z mojej strony, bo boli mnie brak przecinków, jednak rozumiem o co chodzi i siedzę cicho. I czytam, bo jest o czym. O serialach. O książkach. O dalekopojętej popkulturze, i oczywiście o loczkach. I fryzurach bohaterów. I tym wszystkim co niby to są sprawy trzeciego świata, ale to ważne sprawy. Bardzo.

Style Diggerbo zaczęło się od Slow fashion, później – a może nawet w międzyczasie – zajrzałam na bloga i przepadłam. Piękne zdjęcia, dużo o byciu SLOW, ale przede wszystkim o tym, by może jednak zacząć czerpać z małych przyjemności, a wtedy życie staje się lepsze. Lubię bardzo bloga Asi za pewnego rodzaju spokój, który znajduję gdzieś powtykany między literkami. Książki też polecam, niby składają się z wielu oczywistości, ale jednak w paru sprawach udało mi się przejrzeć na oczy.


Zaczytuję się jeszcze w......

Udało mi się w tym tygodniu przeczytać dwie książki, mam nadzieję, że uda mi się w końcu coś o nich napisać. Przez te koncerty zupełnie mi pisanie nie w głowie, ale chyba trzeba w końcu wziąć się w garść ;) Czytacie może któryś z blogów, które poleciłam? A może polecicie coś, kogoś nowego? :)

* Zdjęcie pochodzi z Unsplash.com

czwartek, 23 marca 2017

wyniki konkursu // magia olewania

wyniki konkursu // magia olewania

Cześć i czołem!

W sumie ten wstęp jest bez sensu, ale chciałam przeprosić że tak późno przychodzę z tymi wynikami konkursu. Ale wiecie, był koncert, była Warszawa, był Odell we własnej osobie, i tak jakoś wszystko mi się przeciągnęło.

Tymczasem…

Konkurs na najlepszą, najlepsiejszą wręcz wymówkę na to, by zostać w domu wygryyyywa…



Choć oczywiście walka była wyrównana, a wszystkie pomysły bardzo oryginalne ;) Zwyciężczyni gratuluję, mając tym samym nadzieję, że książka Magia Olewania bardzo przypadnie Ci do gustu.

Powroty do szarej rzeczywistości po tak wspaniałych koncertach są trudne. Naprawdę trudne. A koncert - jeden z najlepszych, na jakich byłam.

piątek, 17 marca 2017

Manchester By The Sea

Manchester By The Sea

Z filmami nominowanymi do Oscara mam taki problem, że najzwyczajniej w świecie boję się, że mi się nie spodobają. Mam wrażenie, że skoro zostały nominowane, skoro wygrały, muszą mieć w sobie to „c o ś” czego mogę nie zrozumieć. O Manchester by the sea mówili wszyscy, zazwyczaj w samych superlatywach. Czy mogłam wobec tego przejść obok tego filmu obojętnie? Nie mogłam. Wprawdzie do kina nie miałam się z kim wybrać, ale gdy tylko znalazłam dostępną wersję w internecie, obejrzałam.

Film opowiada historię Lee Chandlera (w tej roli Casey Affleck), mężczyzny pogrążonego w depresji, który w splocie mniej lub bardziej nieszczęśliwych wypadków  musi zaopiekować się swoim bratankiem (Lucas Hedges). Przenosi się więc do Manchesteru, i okazuje się że duchy przeszłości wcale nie usnęły, a wręcz odwrotnie – wraz z jego powrotem przeszłość zaczęła mieszać się z teraźniejszością.

Trudny to jest film, bo tak naprawdę sięga w te obszary świadomości, w które lepiej nie zaglądać, jeśli się nie chce człowiek nad sobą zupełnie załamać. Lee poznajemy jako osobę od usterek, która chodzi od domu do domu i naprawia: a to kran, a to zapchany kibel, a to jakieś inne pierdoły, które się psują częściej niż tego chcemy. No ale pewnego dnia dostaje telefon i jakby to powiedzieć: życie po raz kolejny wywraca się do góry nogami. Pakuje się w samochód, jedzie, no i właśnie – dociera na miejsce.

Dużo ostatnio się mówi o Casey’u Afflecku i to niekoniecznie przez pryzmat jego roli w Manchester By The Sea. Mówi się o doniesieniach, czego on tam na planie jakiegoś filmu nie robił, a mi się ciśnie na usta, że ludzie, kiedy zrozumiecie, że Oscary przyznawane są za odegranie roli w filmie, za nic więcej? Niemniej, nie mi oceniać czy to wszystko jest prawdą czy nie, chciałam jednak zaznaczyć, że to, że gadają to może niekoniecznie dobrze, bo są ludzie którzy z tego powodu nie obejrzą  Manchester... i nawet nie wiedzą, co tracą.



Akcja filmu się wlecze. Nie ma porywających zwrotów akcji, emocji które nie pozwalają usiedzieć w miejscu, a jest raczej spokój, smutek, pewnego rodzaju melancholia i co dziwne – brak pewności i poczucia, że kiedyś będzie lepiej. Życie jest szare, ciche, pełne codziennych spraw które w wielu filmach są porzucane. Jest o miłości, o tragediach większych czy mniejszych, przeszłości i jej duchach, które serio nigdy nie umierają, o tym, żeby jednak walczyć o siebie i się nie poddawać, że życie nie jest dobre i nie jest kolorowe, ale że jednak mimo wszystko trzeba walczyć, bo jest dla kogo.

Jak zaczynałam oglądać to chyba nie miałam wobec niego żadnych nadziei ani oczekiwań, bo starałam się nie czytać zbytnio recenzji, żeby nie zepsuć sobie niespodzianki (niestety pani Grażynie Torbickiej się udało; oglądałam z godzinę Oscarów i w trakcie tej godziny dowiedziałam się, dlaczego Lee miał depresję, dziękuję pani Grażyno). Manchester by the sea na pewno nie jest radosnym filmem, ale ma w sobie coś, może ten spokój płynący wraz z każdą kolejną minutą, może dobrych aktorów, może dobrą fabułę – coś ma na pewno, i choć jak mówię – nie uśmiejecie się przy nim, to jednak warto obejrzeć. Bo jest prawdziwy. Bez nadęcia, bez myślenia „jezu, kto to w ogóle napisał” – ot o ludziach, dla ludzi. Po prostu.

I serio. Aktor wciela się w rolę. Za to dostaje nagrodę. Za wcielanie się w kogoś. A to, co robił poza godzinami pracy... Niech osądzaniem zajmą się inni ;-)
  • Tutaj możecie zgłaszać się do konkursu, w którym do wygrania egzemplarz Magii Olewania ;) 
  •  A TUTAJ mój Instagram, na który może zbyt dużo nie wrzucam, ale zapraszam do zaobserwowania. 
  • Zdjęcia pochodzą z Filmweb.pl 


środa, 15 marca 2017

Magia Olewania // Sarah Knight + KONKURS

Magia Olewania // Sarah Knight + KONKURS

Marzec jest ciekawym miesiącem. Zdążyłam się już dowiedzieć, że posiadam wewnętrzną jędzę, ba, zdążyłam się z nią rozprawić, a tu kolejna książka przychodzi mi z pomocą! Tym razem  dzięki Magii Olewania powinnam dowiedzieć się, jak: olewać sprawy na których tak naprawdę mi nie zależy, a które jedynie zaprzątają mi głowę, ignorować ludzi, których towarzystwo mnie męczy, ale przede wszystkim jak opanować sztukę mówienia „nie”, bo to na pewno zmieni moje życie. Ehem. 

W sumie całą lekturę streściłabym zdaniem „jak olewać wszystko i wszystkich tylko po to by w końcu poczuć się dobrze we własnej skórze”, ale to byłoby zbyt oczywiste. Tak robię, i nie potrzeba mi do tego żadnych poradników ;)

Autorce książki chodzi jednak o coś innego. Nie o to, byśmy olewali swoich przyjaciół, swoją rodzinę, pracę czy zwykłe codzienne sprawy, bo nam się po prostu nie chce. Chodzi raczej o to, by w końcu przestać robić coś, co jest albo niezgodne z naszymi przekonaniami, co na dłuższą metę nas męczy, nie uszczęśliwia, aż w końcu zabiera czas, którego – spójrzmy sobie prawdę w oczy – zbyt wiele nie mamy.  A  jednak zapełniamy go do granic możliwości, spotykając się z osobami, w których towarzystwie nie czujemy się zbyt dobrze, robiąc rzeczy, na które nie mamy ochoty, aż w końcu to życie nam mija na bylejakości, na narzekaniu że jednak coś tu wszystko jakoś ze sobą nie gra. No jasne, że nie gra. 

Dlatego mam wrażenie, że choć Magia olewania jako taka nie wnosi niczego nowego, to w jakimś stopniu jest odkrywcza. Czasem bowiem, żeby zdać sobie sprawę z istnienia jakiegoś problemu, trzeba o nim przeczytać.  Uzmysłowić go sobie. A później zacząć sobie z nim radzić. Oczywiście mówienie „nie” nie jest łatwe, i przez większość czasu nie będzie, ale jeśli nauczymy się ze sobą rozmawiać, prosto na ławę wyrzucać swoje problemy, spokojnie o nich dyskutować, jest szansa, że będziemy mieli więcej czasu dla siebie. Bo nie jest sztuką robić coś, co nie sprawia nam przyjemności tylko po to, by ktoś inny poczuł się dobrze. Sztuką jest, by przyznać się do błędu, powiedzieć: nie lubię tego robić, mogę robić z tobą wszystko, tylko nie to, i nadal z tą osobą spędzać czas. Poza tym tyczy się to nie tylko interakcji społecznych, ale i niemal każdego aspektu naszego życia, począwszy od rodziny, przyjaciół, obcych ludzi a nawet i pracy, którą zawsze, ale to zawsze można zmienić.

I właśnie o tym jest Magia olewania. Uzmysławia problem, wykłada sprawę na ławę, pokazuje, co można a wręcz wypada w tym podejściu zmienić, aż w końcu daje rady jak sobie z tym poradzić. Raz czy dwa może nie zgodziłam się z autorką i pomyślałam, że niektóre sprawy lepiej trzymać dla siebie, by nie sprawiać przykrości innym, ale to jedynie moje odczucie, którego nie musicie przecież podzielać ;)

K O N K U R S


Dzięki uprzejmości Wydawnictwa MUZA S.A mam przyjemność ogłosić konkurs, w którym do wygrania jest „Magia olewania” Sary Knight. Tak naprawdę, żeby ją zdobyć, nie trzeba się zbytnio wysilać. Wystarczy, że w komentarzu pod postem napiszesz najbardziej kreatywną wymówkę, jakiej możesz użyć, kiedy zamiast wychodzić ze znajomymi wolisz zostać w domu (żeby np. poczytać książkę lub obejrzeć zaległe odcinki ulubionego serialu). Masz czas do 19 marca, godziny 23.59. Wyniki ogłoszę 20 marca. W komentarzu, oprócz odpowiedzi na zadane pytanie, proszę, podaj  swój adres e-mail bym mogła się z tobą skontaktować, gdy wygrasz :) 

Ready...... steady........ go! :)


piątek, 10 marca 2017

Ćwiartka raz // Karolina Korwin Piotrkowska

Ćwiartka raz // Karolina Korwin Piotrkowska
Ojesu, co to była za książka. Męczyłam ją prawie od Bożego Narodzenia, i choć wiem, że „męczyłam” nieładnie tu brzmi, właśnie tak było. Bo niezaprzeczalnie książka jest genialna, o czym za chwilę, ale z drugiej – jej objętość, fakt, że do torby jej nie włożę, ze sobą nigdzie nie wezmę i będę jedynie wieczorami podczytywać sprawiła, że trochę radość z jej czytania mi umknęła. Niemniej…

Ćwiartka raz  to bardzo dobre kompendium wiedzy popkulturalnej. Począwszy od 1989 roku pani Karolina przeprowadza nas przez dwudziestopięciolecie, opowiadając o serialach, które wówczas brylowały na ekranach, skandalach które wywołują teraz po X latach jedynie śmiech, o aktorach którzy w latach 90. zaczynali swoje kariery, o tandetnych strojach, gustach, wydarzeniach, trendach i wszystkim tym, co Polaków w nowej Polsce pochłaniało i zachwycało.

Nie potrafię napisać o tej książce niczego obiektywnego, bo bardzo mi się podobała. Pewnie dlatego, że wszystko co związane z serialami, filmami i ogólnie popkulturą jest mi bardzo bliskie, więc czułam się jak ryba w wodzie. Ponadto jestem osobą urodzoną w połowie lat 90, wobec czego przez większą część książki miałam wypieki na twarzach i pochłaniałam tekst z zaciekawieniem. Przy okazji zrobiłam sobie listę filmów, które powinnam obejrzeć, a które to filmy chcąc nie chcąc wpisują się w kanon, i wypadałoby je obejrzeć.

Jedyną rzeczą, która mi się nie spodobała, to wymuszone przez panią Karolinę podkreślenia w tekście, które niby mówiły „o, to jest ważne, zwróć na to uwagę” i to może byłoby spoko, ale wolałabym móc sama zadecydować, który akurat fragment jest dla mnie ważny, sensowny i na który chciałabym zwrócić większą uwagę. Poza tym – białe literki na pomarańczowym tle… serio? Bardziej oczojebnie się nie dało?


Tak czy siak z lektury jestem zadowolona, i choć trochę ją czytałam, to wcale nie zmienia mojej opinii na jej temat. Choć nie wszyscy mogą panią Karolinę lubić, wydaje mi się, że Ćwiartka raz jest warta Waszej uwagi.

czwartek, 2 marca 2017

Twardoch, Lagercrantz, Żulczyk, Link - nowa edycja festiwalu Apostrof

Twardoch, Lagercrantz, Żulczyk, Link - nowa edycja festiwalu Apostrof
Druga edycja Apostrofu będzie obfitować w liczne spotkania z uznanymi zagranicznymi i polskimi pisarzami. Między 15 a 21 maja na organizowany przez Empik Międzynarodowy Festiwal Literatury przyjadą między innymi David Lagercrantz, Charlotte Link, Maja Lunde i Katja Kettu. Przez cały tydzień o książkach będziemy rozmawiać w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, Gdańsku, Katowicach i Szczecinie. Kuratorem drugiej edycji festiwalu został Szczepan Twardoch.




Apostrof nie zwalnia tempa. W tym roku czeka nas jeszcze więcej wrażeń, od których serca miłośników literatury zabiją mocniej. Wielbicieli mocnych wrażeń ucieszy „Oszukana” – nowa książka i wizyta niemieckiej królowej kryminałów Charlotte Link. Pierwszy raz nad Wisłę przyjedzie David Lagercrantz – to dzięki niemu miliony czytelników na całym świecie mogły znowu przeczytać o losach Mikaela Blomkvista i Lisbeth Salander z sagi „Millennium”. Apostrof będzie także pierwszą okazją do porozmawiania z Mają Lunde, która pisząc bestsellerową „Historię Pszczół”, pokazała meandry ludzkiej psychiki. Nigdy wcześniej w Polsce nie była też Katja Kettu, która „Akuszerką” weszła na giełdę najbardziej fascynujących głosów literatury północy a jeszcze przed festiwalem ukaże się jej „Ćma”. 

Nowa książka Jakuba Żulczyka – „Wzgórze psów” to najbardziej wyczekiwany rodzimy tytuł tej wiosny. Autor po raz pierwszy po premierze spotka się z czytelnikami właśnie na Apostrofie. To tylko jedna z festiwalowych premier. Z Wojciechem Kuczokiem porozmawiamy o opartej na faktach powieści „Czarna” a z Wojciechem Miłoszewskim o „Inwazji”, czyli pierwszym tomie z serii „Wojna.PL”. Nie zabraknie klasyków literatury współczesnej. Na Apostrofie pojawi się niekwestionowana ikona polskiego reportażu, Hanna Krall razem z wyjątkowym zbiorem jej wszystkich reportaży wydanych w jednym tomie zatytułowanym „Fantom bólu”. Listę kolejnych gości organizatorzy zdradzą już pod koniec marca.



Kuratorem tegorocznej edycji został Szczepan Twardoch – jeden z najbardziej cenionych polskich współczesnych pisarzy. Autor bierze udział w przygotowaniu programu festiwalu, zaproponował część zaproszonych autorów, tematy dyskusji i wydarzeń specjalnych. – Zawsze zastanawiałem się co skłania czytelników do udziału w festiwalach literackich. Może właśnie dlatego przyjęcie roli kuratora Apostrofu jest dla mnie ciekawym i zupełnie nowym doświadczeniem, które pozwala spojrzeć na literaturę z innej perspektywy. Będę się starał włączyć w festiwal tematy, które mnie szczególnie interesują. Jeśli moje wybory mogą sprowokować kogoś do przemyślenia pewnych spraw, sprowokować do lektury książek, które są dla mnie ważne, to z pewnością warto spróbować – mówi Twardoch.


Apostrof. Międzynarodowy Festiwal Literatury jest organizowany przez Empik. To podziękowanie dla czytelników, którzy – wbrew statystykom – z entuzjazmem podchodzą do książek i ich autorów. Zeszłoroczna, pierwsza edycja festiwalu, której kuratorką była Sylwia Chutnik, gościła ponad 100 autorów, wśród których znaleźli się m.in. Jaume Cabré, Lars Saabye Christensen, Paullina Simons, Olga Tokarczuk, Katarzyna Bonda, Katarzyna Grochola, Janusz Głowacki, Wiesław Myśliwski czy Jerzy Pilch.


Apostrof. Międzynarodowy Festiwal Literatury
15-21 maja 2017 roku
Miasta festiwalowe: Warszawa, Kraków, Poznań, Wrocław, Gdańsk, Katowice i Szczecin
Organizator: Empik, Teatr Powszechny w Warszawie, Wydawnictwo Świat Książki, Wydawnictwo Literackie, Wydawnictwo Czarna Owca, Wydawnictwo W.A.B, Od Deski Do Deski, Wydawnictwo Sonia Draga
Link do wydarzenia na Facebooku: https://www.facebook.com/events/273349523078383/   ,
www.festiwalliteratury.pl 

Obserwatorzy