Trzy książki, które ostatnio przeczytałam

By Ola - środa, kwietnia 18, 2018


… ale nie zachwyciły mnie na tyle, by o każdej z nich pisać z osobna.


Dziewczyna z tatuażem na lędźwiach to zbiór krótkich opowiadań/historii napisanych przez Amy Schumer, aktorkę komediową i stand-uperkę. Przyznaję bez bicia, że było to moje pierwsze spotkanie z Amy i jakoś konkretnie nie wiem, co o nim myśleć. Książka, książeczka to zbiór felietonów czy historii dotyczących życia samej autorki. Gdzieś spośród tych wszystkich żartów, które autorka o sobie opowiada, wyłania się obraz kobiety, która niejedno w życiu przeszła i może „dzięki” temu zyskała takie a nie inne podejście do niektórych spraw. Czy mi się podobało, może niekoniecznie bo w pewnym momencie te żarty po prostu stały się męczące, samo podejście autorki do życia – trochę wydumane i na siłę. Tak czy siak to tylko lekka książeczka i może nie trzeba jej brać aż tak na poważnie.


Ciotka Zgryzotka to z kolei powrót do znanej wszystkim Jeżycjady. Po każdą kolejną książkę sięgam z takim samym, jak nie większym wytęsknieniem. Czy pani Musierowicz nadal sprawia, że chce mi się przeprowadzić do Poznania? Owszem. Co najbardziej mnie uderza to to, że doskonale pamiętam jak czytałam o młodej rudej Idusi, która była taką wiercipiętą, a teraz ta sama Idusia ma już (SPOILER ALERT) wnuki i to jest takie trochę smutne. Pani Musierowicz natchnienia nie brakuje, a ja wyczekuję nadal nawet, jeśli rzeczywiście do pierwszych części serii te najnowsze się nie umywają. To wciąż jednak ten sam fajny, książkowy świat, który może i nie ma odniesienia w rzeczywistości… ale czy nie od tego są książki? Chcę więcej Borejków! Nawet jeśli są tak troszkę niedorzeczni. Tak troszeczkę.


Alice i Oliver to z kolei taka smutna książka, opowiadająca historię młodego małżeństwa, które niby jest „w najlepszym momencie swojego życia”, kiedy Alice dopada ciężka choroba i cała rodzina sobie z tym musi jakoś radzić. Są szpitale, konsultacje i ta chęć i walka o każdy kolejny dzień. Młodzi rodzice, młode małżeństwo, Nowy Jork lat 90. Nie pomaga fakt, że książka jest oparta na faktach, bo wtedy człowiek zdaje sobie sprawę – im później tym lepiej, że hej to nie tylko książka, nie tylko wymyślona historia. To przełożenie tragedii, której może napisanie pomaga jakoś sobie z tym ciężarem poradzić. Bohaterowie się nie poddają, walczą, a autor w swojej powieści pokazuje, jak to wygląda od strony szpitala, papierkologii i problemów dnia codziennego, których się nawet nie zauważa, jeśli się jest zdrowym. Jakoś nadal nie mogę się po niej pozbierać, bo jednak chyba wolałabym wierzyć, że to fikcja. Polecam.

Nie będę wspominała, ile książek leży mi na parapecie nad łóżkiem, a ile schowanych w szafie. Ciągle ich przybywa (pewnie dlatego, że ja nie umiem odmawiać, i zadziwiająco większość zapowiada się super i jak mogłabym ich nie przeczytać), więc tu chciałam z góry przeprosić za wszelakie opóźnienia. Wynikające oczywiście z tego, że jestem leniwą bułą, która powinna pisać pracę a nie bajdurzyć o książkach 😉 Nie mogę się doczekać świata, który się kryje gdzieś za trzema brakującymi jeszcze rozdziałami.

Co ciekawego ostatnio przeczytaliście? 😊

  • Share:

You Might Also Like

0 komentarze