W czerwcu

By Ola - wtorek, lipca 03, 2018




Od dawna myślałam o tym, żeby co miesiąc oprócz zdjęć robić takie mini podsumowania miesiąca w kontekście tego, co udało mi się w danym miesiącu obejrzeć, przeczytać a niekoniecznie udało mi się o tym wspomnieć na blogu.

Czerwiec był wyczerpującym miesiącem pod wieloma względami; ostatnia sesja, kończenie pisania pracy magisterskiej aż w końcu i wyprowadzka z mieszkania – to wszystko jakoś się na siebie nałożyło, a że dodatkowo jestem człowiekiem stresującym się czym tylko popadnie, no, było ciekawie. Tak czy siak, w tym całym szaleństwie udało mi się obejrzeć i przeczytać parę rzeczy, a że nie chciało mi się o tym pisać osobno,  niech będzie! 😉



·        Young Sheldon
Do tego serialu miałam dwa podejścia, a to drugie wynika z tego, że został wrzucony na HBO GO i jakby – żal było nie skorzystać, zwłaszcza że byłam w trakcie sesji a przecież to najlepszy czas na zaczynanie nowych seriali. Bałam się okropnie tego, ze ten serial zostanie zepsuty jak dzieje się prawie za każdym razem, gdy ktoś chce upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Sheldona znamy, wiemy jaki jest denerwujący, czy można odkryć jeszcze jakieś nowe karty na jego temat? No owszem, można! Dawno nie oglądałam czegoś tak fajnego, lekkiego i zabawnego jednocześnie. W sensie, wiecie, Sheldon jest małym chłopcem, który wybija się inteligencją spośród swoich rówieśników i na całą rodzinę spada odpowiedzialność za to, żeby jednak Sheldon się odnalazł wśród innych, starszych dzieci, i żeby ta jego inność jakoś nie przysparzała mu tak wielu przykrości. Nie jest to łatwe zadanie gdy się ma jeszcze dwójkę innych dzieci, które swoimi zachowaniami konkurują o uwagę rodzica. Genialna Missy, która może nie była zbyt mądra ale broniła się pyskówkami, ironią i tym, że jednak gdy w pewnym momencie Sheldona nie było, ona jednak za nim tęskniła. Nie wiem, zauroczył mnie ten serial, cały sezon mignął mi gdzieś między palcami  i z wytęsknieniem czekam na kolejny.


·         The Kissing Booth

Do tej pory nie wiem, po co to obejrzałam. Znaczy najpewniej miałam się uczyć, a Netflix podsunął mi to pod nos jakby odpowiadając na moją potrzebę robienia czegokolwiek, tylko nie nauki. Nie mam mu tego za złe. The Kissing Booth to taka typowa amerykańska komedia młodzieżowa – jest szkoła średnia, przyjaciel, jego przystojny brat i rozterka, czy iść za głosem serca czy jednak walczyć o przyjaźń. Nic nowego. Serio, oprócz tego, że ten film może jest ładnie zrobiony, ma fajną muzykę wchodzącą w ucho to nie prezentuje sobie nic. No dobra, czego można się spodziewać po lekkiej komedyjce. Czegoś się spodziewałam. I trochę się zawiodłam, ale z drugiej strony w trakcie jego oglądania mogłam robić kilka rzeczy na raz i nie traciłam wątku, więc może to nie tak źle. Tak czy siak jestem pod wielkim wrażeniem, jak na Instagramie zachwycają się książką o tym samym tytule. Chyba jestem już za stara na takie lekkie rzeczy.


 Set it up

·      Kolejny film zapychacz. Przyjemniejszy od The Kissing Booth. Opowiada o losach dwóch asystentów swoich szefów, którzy to szefowie uprzykrzają im życie jak tylko mogą. Młodzi w pewnym momencie dochodzą do wniosku, że gdyby tak znaleźć im wzajemnie partnerów, może by się zmienili, nie mieli czasu na pracę i dali im w końcu sobie pożyć. Bo co z tego, że zarabiają jak na swoje stanowiska dość dużo, kiedy nie mają czasu z tego skorzystać? No więc wymyślają kolejne intrygi by tych swoich szefów ze sobą  zeswatać, i tutaj idealnie pasuje stwierdzenie – uważajcie, czego sobie życzycie bo to się może spełnić. Bycie w związku to jednak nie przelewki i pracownicy, uroczy swoją drogą, szybko się o tym przekonują. Komedyjka z happy endem, która może umilić lipcowy, letni wieczór. Mimo tego, że nie jest to jakieś dzieło filmowe, że można oglądać pół gębkiem i nadal niczego nie przegapić to polecam. Jakoś tak fajnie się to oglądało.

·         

         The people v. O.J. Simpson: American Crime Story
     
     Kryminalne klimaty się za mną ciągną, a mi to zupełnie nie przeszkadza. Serial, a właściwie coś w stylu dokumentu opowiada o głośnej przed dwudziestoma laty sprawie O. J. Simpsona oskarżonego o zabicie swojej byłej żony i jej „kochanka”. Amerykański futbolista postawiony w świetle jupiterów wraz ze swoim sztabem odpowiadał na rzucane w jego stronę oskarżenia i to, co ciśnie się na usta po obejrzeniu American Crime Story to to, że mając kasę i sławę naprawdę można poczuć się bezkarnym. Kolejną rzeczą o której nie można nie wspomnieć to też seksizm kierowany w stronę oskarżycielki, która chcąc skazać O. J. Simpsona postawiła się w ogniu krytyki: bo źle wyglądała, bo wstała lewą nogą a w zasadzie się rozwodziła,  więc pewnie coś z nią jest nie tak. Spektrum zachowań, ludzi, a nawet i Kardashianowie, bliscy przyjaciele Simpsonów. No mówię Wam, jak lubicie takie klimaty, to pędźcie oglądać. Jakby coś winą za to obarczam Netflixa, co nie.



Chef’s Table: Pastry Chief

Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który nie lubi oglądać kulinarnych rzeczy. No nie da się tego nie oglądać. Desery, którym poświęcony jest cały sezon, mam wrażenie że patrzą na mnie z ekranu komputera i wołają „zjedz mnie!”, więc wyciągam te chipsy schowane gdzieś na czarną godzinę i tak objadam się bez wyrzutów sumienia. A będąc już serio, Pastry Chef to sezon poświęcony najlepszym cukiernikom na świecie. W zaledwie kilku odcinkach scenarzyści opowiadają o swojej pasji do gotowania, ich drodze do miejsca, w którym aktualnie się znajdują, a także problemach, które spotkali na swojej drodze. Dużo cukru, magii, brokatu i dobrego, pysznego jedzenia. Mnóstwo historii poruszających serce, dużo głodu jak już się w to wpatruje, aż w końcu: tyyyyyyyyle świata pokazane! Od Stanów Zjednoczonych, przez Włochy i Bali. Wielkie osobistości, skromne osoby, pasja. Chyba obejrzę poprzednie sezony.

W czerwcu udało mi się przeczytać trzy książki; jestem trochę zawiedziona, z drugiej strony no tak to jest jak się zostawia wszystko na ostatnią chwilę (tutaj powinna znaleźć się motywacyjna mowa na temat tego, że ludzie nie zostawiajcie wszystkiego na taki koniec, ale ja nie jestem motywatorem, raczej demotywatorem, więc tego nie będzie). Oprócz Nowaków i Czerwonego Pająka przeczytałam również:


Był sobie szczeniak. Ellie
To króciutka (serio króciutka i cieniutka) historia o szczeniaku Ellie, bardzo mądrej suczce, która miała bardzo odpowiedzialne zajęcie. Odkąd była malutka, była trenowana na psa ratownika, dzięki czemu potrafiła odszukać zagubione w lesie dziecko albo wskazać zasypanego przez gruzy człowieka. Ta psinka to ma nosa! Ellie ma też inną ważną misję – musi ratować swoich opiekunów, człowieków, którzy przeżywają akurat trudniejsze momenty w swoim życiu. Nie wiem za bardzo, co więcej mogę o tej książce opowiedzieć. Przyjemna opowiastka dla ludzi, którzy mają swoje zwierzaki i wiedzą, z czym się to je. Idealna dla małych dzieci, które na pewno będą rozczulone zachowaniem szczeniaka. Opowiastka do przeczytania w godzinę – nie mogłam odebrać sobie tej przyjemności z jej przeczytania.

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.



Płodna ta sesja była w obejrzane rzeczy, jak sobie teraz na to patrzę. Tak czy siak I’m back i lecę nadrabiać te wszystkie zaległości, których sobie narobiłam. Co ciekawego obejrzeliście albo przeczytaliście w czerwcu?

  • Share:

You Might Also Like

0 komentarze