w lipcu

By Ola - wtorek, lipca 31, 2018


Co to był za miesiąc. Najpierw nie wiedziałam, kiedy będzie obrona, więc nie mogłam się nią stresować, a kiedy już się dowiedziałam, zamiast się do niej przygotowywać (chociaż nie miałam pomysłu jak to zrobić) snułam teorie dotyczące tego, a po co mi to było, te wszystkie nerwy. Na szczęście na strachu się obyło i od ponad dwóch tygodni jestem magistrem. Miło.

Nawiązałam w tym miesiącu romans z Showmaxem. W pierwotnym zamierzeniu miał on trwać tylko dwa tygodnie, moje nieobecne myśli zostały wykorzystane i jesteśmy na siebie skazani na kolejny miesiąc. Szkoda, bo tak naprawdę oprócz kilku seriali nie ma tam zbyt ciekawych rzeczy do oglądania.



The Bold Type 

W lipcu udało mi się obejrzeć „The Bold Type”, o którym pisałam dla Serialomaniaka, a jednak wówczas nie poświęciłam mu zbyt dużej uwagi. Niewątpliwie był to błąd, jednak dzięki temu przedłużyłam sobie przyjemność z jego oglądania. Nie lubię bycia na bieżąco.  Serial opowiada historię trzech przyjaciółek pracujących w redakcji magazynu Scarlet. Tam, pod opieką redaktor naczelnej Jacqueline dziewczyny spełniają swoje marzenia, stawiają sobie kolejne wyzwania a przy tym wszystkim wciąż próbują mieć życie prywatne (które za często mieszają z tym zawodowym). Jane jest redaktorką, czerpiącą wenę do pisania tekstów z własnego życia i problemów, z którymi zmaga się na co dzień. Sutton, do tej pory idealna sekretarka ma jednak większe ambicje i mimo że rzekomy awans zwala jej na głowę więcej obowiązków, robi wszystko by osiągnąć określony sobie cel. Ostatnia, Kat, jest specjalistką od social mediów. Jest dobra w tym, co robi. Gdzieś obok grania pierwszych skrzypiec, młoda kobieta powoli odkrywa siebie, swoje potrzeby, tak jak wszystkie bohaterki łącznie. Wielokrotnie popadają w problemy, mieszają działając tylko i wyłącznie w dobrej wierze, a kiedy okazuje się, że ziemia się pod nimi załamała zawsze mają siebie i swoją szefową – Jacqueline, która zawsze służy ramieniem do wypłakania się. Bardzo miły to serial, który ogląda się z wypiekami na twarzy. Dziewczyny są kochane, od razu lapie się z nimi jakąś wspólną więź, która jeszcze bardziej pozwala wczuć się w ich problemy. Tematy, które „The bold type” porusza, począwszy od prezydentury Donalda Trumpa (odnoszę wrażenie, że ten wątek wplatany jest w każdy amerykański serial stworzony po październiku 2016 roku), poprzez akcję #metoo, problemy homofobiczne i wszystko, co związane z poruszaniem się w sieci w XXI wieku. Odcinki są stanowczo zbyt krótkie, sezony niewystarczająco długie, a reszta zbyt fajna zupełnie.



Anne with an E

Widziałam też drugi sezon „Anne with an E” i również jestem nim bardzo poruszona. Starałam się dawkować sobie odcinki aby wszystkiego nie obejrzeć za jednym posiedzeniem. Urocza, rudowłosa Ania, która widać, że się rozwija i dowiaduje się nowych rzeczy, jest nimi zafascynowana a co bardziej – widząc, jak świat jest zróżnicowany, uczy się z każdej kolejnej sytuacji, w którą zostaje wplątana. Czy chodzi o poniżanie przed klasą, drastyczną zmianę fryzury czy dowiedzenie się, czym tak naprawdę jest miłość. Oczom dziewczynki nic nie zdoła umknąć. W drugim sezonie dużo czasu antenowego dostają Maryla i Mateusz. Wstawki z ich przeszłości, przeplatane z dziejącymi się aktualnie wydarzeniami dają szansę zobaczyć, jak wyglądała ich młodość, jak wpłynęła na takie a nie inne postrzeganie świata, jak wpłynęła na nich, to, kim są, jak się zachowują i jak odbierają zachowania Ani. Dziewczynka, chcą po raz kolejny zbawiać świat wplątuje się w wiele kłopotów; jest przy tym jednak wciąż sobą, uroczą i rozczochraną dziewczyną, która dużo zauważa, nie wszystko rozumie ale nie poddaje się. Walczy o swoje prawa, prawa swoich przyjaciół, a kiedy w Avonlea ktoś chce oszukać mieszkańców, ona odkrywa to pierwsza. W internecie można znaleźć wiele sprzecznych opinii odnośnie tego sezonu. Głosy, jakoby nie pokrywał się zbytnio z tym, co dzieje się w książkach jest jak najbardziej trafiony, sama nie biorę tego za wadę. O ile pierwszy sezon w większości opowiadał tą samą historię co właśnie książka, nieco ją ubarwiając, tutaj rzeczywiście zapożyczeni są jedynie bohaterowie i co poniektóre sytuacje, sceny czy wydarzenia. Nie jest to jednak przeszkodą w tym, by przenieść się jeszcze raz do malowniczego Avonlea, do Ani, która naprawdę uczy spoglądać na świat zupełnie inaczej, do tych pięknych widoków przez które chce się wsiąść w samolot i lecieć do Kanady, gdzie było to kręcone, aż w końcu do aktorów i muzyki. Wszystko, utrzymane w jednym tonie, przyciąga wzrok, serce i oczy. Trudno się oderwać od oglądania, tym bardziej wyczekuję kolejnych wieści o tym, że jednak z Anią się jeszcze spotkamy. Albo z Gilbertem. Powiedzmy sobie szczerze, Gilbert to najlepsze (zaraz po Ani, Maryli i Mateuszu) co mogło przydarzyć się temu serialowi. Apeluję o więcej scen z jego udziałem.

Na fali nieudanego romansu obejrzałam jeszcze „Facet (nie)potrzebny od zaraz”, który o dziwo okazał się nawet w miarę komedią. W miarę, to znaczy nie byłam zażenowana, gdy bohaterowie sobie żartowali, a przekładając to na polskie komediowe realia, brzmi to prawie jak komplement. Był i Mozil, i Kulig i Żebrowski więc nawet jeśli miałabym się męczyć, to dla nich chętnie. Gorzej było z „Kochaj”, zobaczyłam miniaturkę i pomyślałam, że był czas kiedy chciałam to zobaczyć. Pożałowałam oczywiście w pierwszej minucie, a że czasem jestem masochistką to dooglądałam do końca, dopiero później pukając się w głowę: PO CO. Film nie miał żadnego przesłania, Kożuchowska denerwowała mnie po stokroć, tak jak zresztą każda z bohaterek, o przesłaniu już nie wspomnę, bo nawet szkoda liter.

Serialami i filmami lipiec stał, bo książki lekko tknęłam. Od Natalii z Kobieta na konkretach odkupiłam książkę Tomka Tomczyka „Blog. Pisz, kreuj, zarabiaj”, która bardzo mi się spodobała, ale to może dlatego, że zawsze chciałam ją przeczytać i dowiedzieć się czegoś ciekawego. Powoli robię rereading Harry’ego Pottera (zaczynam czwartą część), kończę „Nowy Jork. Od Mannahatty do Ground Zero” i to kolejna lektura, która zapiera dech w piersiach nadmiarem informacji schowanych między jedną a drugą okładką.

Może w sierpniu uda mi się nadrobić stosik, który leży i się na mnie patrzy z wyrzutem. Chyba, że zacznę nowy serial (23 premiera nowego sezonu Chesapeake Shores), albo wpadnie mi do głowy pomysł rewatchu…. Chirurgów. Choć na to już za późno, jestem na drugim sezonie 😂😂

Co fajnego obejrzeliście bądź przeczytaliście w lipcu?

  • Share:

You Might Also Like

0 komentarze